ComArch zaskoczył rynek bardzo wysoką sprzedażą w III kwartale. Wakacyjne miesiące zazwyczaj nie są udane dla spółek informatycznych. Narastająco przychody wynoszą już 225 mln zł (133 mln zł przed rokiem), a zysk 8 mln zł. Rok temu strata netto sięgała 160 tys. zł.

- Tego wyniku nie zrobiliśmy handlując sprzętem - zastrzegł Janusz Filipiak, prezes i wraz z żoną główny akcjonariusz ComArchu. Blisko połowę obrotów (112 mln zł) zapewniły usługi, a 26,3% sprzedaż oprogramowania. Dzięki temu rentowność netto wzrosła do 3,5%. Na koniec roku ma sięgnąć 4%.

ComArch podtrzymał zapowiedzi, że w tym roku wpływy eksportowe będą stanowić ok. 20% przychodów. Na razie wskaźnik wynosi 17,8%, ale spółka ma w portfelu kilka umów, które zapewnią jego wyraźny wzrost w ostatnich miesiącach roku.

ComArch nie będzie miał żadnych kłopotów z realizacją zapowiedzi mówiących o 20-proc. zwiększeniu wpływów w skali całego roku. - Wystarczy, że w IV kwartale zrobimy 80 mln zł obrotów. To bardzo konserwatywna prognoza - wskazał J. Filipiak. Jeszcze szybciej mają rosnąć zyski. - Wynik netto powinien być o 50% większy niż w 2003 r. To również bardzo konserwatywne założenie - stwierdził. Żeby spełnić plany, ComArch musi zarobić w IV kwartale co najmniej 6 mln zł, a w całym roku około 15 mln zł.

Celem spółki w kolejnych latach jest dalszy wzrost na poziomie 20%. ComArch nie będzie już otwierać oddziałów zagranicznych, ale skupi się na ich rozwijaniu. Spółka zwolni tempo zwiększania zatrudnienia. W 2004 r. liczba pracowników wzrosła o 25%. Priorytetem jest większa produktywność i budowanie pozycji marki, także za granicą. ComArch finansuje rozwój ze środków własnych, dlatego nie planuje dzielić się zyskami z udziałowcami. - Nie wypłacimy dywidendy z zysków za 2004 r. - zapowiedział J. Filipiak.