Czwartkowy wzrost indeksu WIG, kończący dwumiesięczną konsolidację na warszawskiej giełdzie stawia na porządku dziennym pytanie o to, czy mamy do czynienia z zapowiedzią trwałego ruchu w górę, czy też z mniej istotnym sygnałem, który trudno będzie potwierdzić dalszą znaczącą zwyżką cen. Piątkowy zastój na rynku i wyraźny spadek aktywności inwestorów przemawiają za powtórką scenariusza, jaki wystąpił po przełamaniu na początku października wiosennego maksimum - zamiast kontynuacji wzrostu nastąpiła stabilizacja notowań. W tej fazie mogłaby ona odbywać się na wysokości 26 tys. pkt dla WIG.
Banki w górę jeszcze o 3,3%
W odniesieniu do największych firm potwierdzają się obserwacje z poprzednich tygodni, że ton nadają banki. Wyższy od spodziewanego debiut PKO BP uczynił wyceny dotychczas notowanych firm z tego sektora bardziej atrakcyjnymi. Utrzymywanie się notowań PKO BP w okolicy 25 zł skłoniło inwestorów do kupowania akcji innych banków. To jednak znów podbiło ich wyceny do niezbyt atrakcyjnych poziomów. Walorami Pekao handluje się przy C/WK bliskim 3 i C/Z w granicach 19. Jak na spółkę wykazującą niewielką dynamikę zysków, i to głównie dzięki obniżce salda rezerw, to sporo.
Osiągnięcie przez indeks WIG-Banki najwyższego poziomu w historii przemawia za realizacją scenariusza opartego na wieloletnim kanale rosnącym. Obejmuje on notowania banków od 1998 r. Do górnej granicy brakuje nieco ponad 3%, a raczej trudno zakładać, by mogła zostać ona szybko przełamana. Na tygodniowym MACD utrzymuje się negatywna dywergencja, do której zniknięcia potrzeba albo dłuższej konsolidacji na aktualnym poziomie, albo naprawdę mocnego ruchu w górę, który przy bieżących wycenach wydaje się mało prawdopodobny. Tym bardziej, że saldo rezerw wiele już się nie obniży, bo już jest na bardzo niskim poziomie. Raczej może nadejść stopniowe jego pogarszanie się.
Silne wsparcie WIG-Banki ma przy 33 390 pkt. Zamknięcie poniżej niego świadczyłoby o wzmaganiu się podaży bankowych papierów.