W grudniu ub.r. sędziowie Międzynarodowego Centrum Arbitrażowego przy Austriackiej Federalnej Izbie Gospodarczej w Wiedniu stwierdzili, że 48% udziałów PTC zawsze należało i należy do Elektrimu. Oznacza to, że przeniesienie papierów do spółki zależnej - Elektrim Telekomunikacja - nie było skuteczne, czego starał się dowieść Deutsche Telekom. Niemcom nie udało się jednak przekonać arbitrów, że tym aportem konglomerat złamał umowę wspólników PTC. Sąd w Wiedniu uzna tak jednak, gdy Elektrim do 9 lutego nie "odkręci" operacji z 1999 r. Ma na to 2 miesiące, począwszy od momentu uzyskania wyroku arbitrażu. Jak się dowiedzieliśmy, dokument wpłynął do spółki 9 grudnia.

Z formalnego punktu widzenia, aby przywrócić stan z 1999 r., należy m.in. zmienić wpis w księdze udziałowców PTC. Może to zrobić jedynie zarząd operatora, na żądanie jednego z właścicieli. Jednak - jak wynika z naszych informacji - szefowie operatora zdecydują się na to dopiero wówczas - zgodnie z tym, co wynika z zamówionej ekspertyzy prawnej - kiedy polski sąd uzna wyrok z Wiednia. Elektrim zdążył już zlecić tłumaczenie na polski liczącego 163 strony wyroku. Złożył je, razem z wnioskiem o uznanie, w sądzie okręgowym i czeka na decyzję.

Kroki Elektrimu sprowokowały działania ET - firmy, która przez ostatnie 5 lat była uważana za znaczącego udziałowca PTC. ET jest obecnie spółką stowarzyszoną Elektrimu (ma 49%), a kontrolę nad nią sprawuje francuski koncern Vivendi Universal (49% i 2% w ręku spółki Ymer Finance, którą Vivendi konsoliduje). ET twierdzi, że wiedeński wyrok jej nie dotyczy i pozostaje właścicielem udziałów PTC. Profesor Marian Dąbrowski, członek zarządu ET, powiedział nam, że spółka złożyła w polskim sądzie odpowiednie ekspertyzy prawne.