ET, spółka z grupy Elektrimu, a kontrolowana przez Vivendi, stara się uniemożliwić Elektrimowi przejęcie 48% udziałów w Polskiej Telefonii Cyfrowej. Giełdowy konglomerat został do tego zobowiązany przez sąd arbitrażowy w Wiedniu. Dostał 2 miesiące na odzyskanie niegdyś wniesionych do ET papierów.
Aby zablokować odwrócenie transakcji, ET wystąpiła w jednym sądzie o ustalenie, że jest udziałowcem PTC, a w drugim - złożyła wniosek o uznanie części wyroku wiedeńskiego arbitrażu, której Elektrim nie zawarł w swoim wniosku o uznanie orzeczenia.
Chodził o punkt, w którym arbitrzy orzekli, że nie mają jurysdykcji nad ET. ET interpretuje go w taki sposób, że sąd w Wiedniu nie może jej niczego nakazać i jest nadal udziałowcem PTC. Elektrim twierdzi zaś, że ten punkt nie ma takiego znaczenia.
ET wycofała jednak wniosek o uznanie wyroku w tej części, na której jej zależy. - Wycofaliśmy wniosek, bo według naszych doradców prawnych, zarówno tych w kraju, jak i za granicą, uznanie wyroku sądu zagranicznego przez krajowy musi dotyczyć całości wyroku - wyjaśnia Andrzej Krawczyk, reprezentujący ET. - W Polsce uznanie wyroku sądu zagranicznego będzie precedensem. Nikt nie ma w tej kwestii doświadczenia - stwierdza.
Elektrim również złożył wniosek o częściowe uznanie wyroku (nie zawiera punktów 4 i 5 orzeczenia z Wiednia). 26 stycznia ma się odbyć rozprawa, na której sędziowie go rozpatrzą.