negatywnie odbił się na eksporcie." "Trzeba zobaczyć, co się będzie działo w
styczniu. Za cały rok produkcja przemysłowa wzrosła o ponad 12 proc."
"Naturalną przyczyną jakiej można się doszukiwać jest bardzo mocny złoty i w
związku z tym pogorszenie warunków eksportu. Ale analitycy mówią, że tak
szybko rynek nie mógł zareagować. To jest jednak +główny podejrzany+ tego
spowolnienia" (PAP). Faktycznie winić jedynie kurs to chyba zbytnie
uproszczenie. Bo idąc tym tropem można oczekiwać tylko pogorszenia. Wiadomo
bowiem, że zmiany kursu wpływają na wielkości realne ze sporym opóźnieniem.
Tym samym grudniowe spowolnienie, trzymając się tłumaczenia "kursowego", to
dopiero początek reakcji. W końcu lokalny szczyt naszej waluty został
wyznaczony stosunkowo niedawno. Gdy dodamy do tego efekt bazy wynikający z
wysokich wartości dynamiki produkcji w ubiegłym roku to zaczyna jeszcze
mniej ciekawie. Po takiej przecenie walut względem złotego trudno oczekiwać,
że to nadal eksport będzie ciągnął gospodarkę. Najwyższy czas, by pałeczkę
przejęły inwestycje.
W środę po dwudniowym posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej podała do
wiadomości, że nie zmieniła podstawowych stóp procentowych oraz nastawienia
w polityce monetarnej. Tym samym zrealizowały się przypuszczenia znacznej
większości analityków. Tego się spodziewali, choć część z obserwatorów nie
była zadowolona z decyzji o braku zmiany nastawienia. sza od celu
inflacyjnego. Styczeń jest tu miesiącem ważnym, gdyż są wprowadzane
podwyżki, które mogą znacząco wpłynąć na procesy inflacyjne. Przed swoim
lutowym posiedzeniem rada zapozna się z uaktualnioną projekcją inflacyjną.
Być wtedy też zdecyduje się na zmianę nastawienia.
"Ekonomiści spodziewają się wzrostu inflacji w I kwartale 2005 r. do około 5
proc., a potem gwałtownego spadku w okolice celu inflacyjnego (2,5 proc. +/-
1 pkt proc.). W grudniu inflacja wyniosła 4,4 proc. Nowa projekcja
inflacyjna w opinii analityków może się przyczynić do zmiany nastawienia w
polityce monetarnej na neutralne z obecnego restrykcyjnego." (PAP). Za
główny argument za zmniejszeniem nastawienia polityki pieniężnej jest cały
czas wysoki kurs złotego. Argumentem jest także oczekiwanie spadku wielkości
inflacji w drugim kwartale tego roku. Mówi się nawet o możliwości obniżki
stóp procentowych, a ta wypadałoby, by była poprzedzona zmianą nastawienia w
polityce pieniężnej. Powinien pojawić się sygnał przygotowawczy.
Hausner liczy, że zmiana nastąpi już na najbliższym posiedzeniu RPP. "Moim
zdaniem, jeśli będzie to później to będzie to oznaczało, że dobra decyzja
była podjęta w nieodpowiednim tempie, ponieważ według mnie właściwym tempem
byłoby zrobienie tego w tej chwili. Trzeba zacząć zastanawiać się nad tym,
czy RPP dostrzega problem wzrostu i osłabiania dynamiki eksportu i czy
uważa, że ma w tej dziedzinie coś do zrobienia, czy nie." (PAP)
Janusz Jankowiak w swoim komentarzu zauważył, że ostatnio poprawiła się
komunikacja między Radą, a rynkiem. Nie jest ona może modelowa, ale należy
stwierdzić, że poczynania rady są w tej chwili znacznie czytelniejsze, a co
ważne przewidywalne. Także i jego zdaniem można oczekiwać, że w lutym rada
zmieni nastawienie na "neutralne". "Pewnym problemem będzie to, że
uzasadnieniem dla takiej decyzji będzie projekcja inflacyjna nieznana przed
decyzją Rady uczestnikom rynku." Zdaniem Jankowiaka, o ile mamy dość
jednoznaczne oczekiwania dotyczące posiedzenia lutowego, to już co do
kolejnych panuje spory rozrzut opinii. To zwiększa niepewność. W sumie
trudno się dziwić, bo im dalej w przyszłość, tym niepewność jest większa.
Warto jednak postarać się, by była ona maksymalnie redukowana. "Jak to
zmienić? Po pierwsze - wypowiedzi poszczególnych członków RPP między
posiedzeniami nie mogą, jak dotąd, dezorientować rynku, odstając zasadniczo
od wymowy komunikatów. Wording oficjalnych komunikatów staje się już na tyle
precyzyjny, że nie wymaga indywidualnych objaśnień, idących często w
diametralnie rozbieżnych kierunkach. Po drugie - potrzebny byłby czytelny
sygnał, że ewentualne obniżki stóp, w razie braku wydarzeń nadzwyczajnych,
powinny być poprzedzone kolejną zmianą nastawienia, tym razem z neutralnego
na ekspansywne." Postulaty wydają się sensowne, ale problem w tym, że
wymagają od członków rady wstrzemięźliwości w kontaktach z mediami, o co
niestety u nas trudno.
I tak głos zabrał szybko profesor Filar. "Za trzy tygodnie RPP pozna
najnowszą projekcję NBP i pod koniec lutego będziemy wiedzieli, jak z
perspektywy modelu ekonometrycznego wyglądają perspektywy inflacji. Z kolei
w kwietniu będziemy wiedzieli, co się naprawdę stało z płacami, bo pierwszy
kwartał to okres negocjacji płacowych." "W maju będziemy wiedzieli, na ile
drgnęła w dół inflacja w wyniku realizowania się efektu bazy. To są takie
momenty, kiedy obraz sytuacji będzie stawał się wyraźniejszy". Tym samym,
zdaniem Filara, zmiana nastawienia rady powinna być oczekiwana w przedziale
luty-czerwiec.
Polska ma swój plan rozwoju. Dokument, który obecnie jest szeroko
komentowany, mielibyśmy takowego, gdyby nie przymus sytuacji, jakim są
prowadzone właśnie prace nad budżetem UE na lata 2007-13. To okienko to
nasze pierwsza i zapewne ostatnia szansa na wykorzystanie pomocy unijnej.
Później już nie będzie nam tak dobrze. Ewentualna akcesja innych krajów
skutecznie wysuszy źródełko euro płynące w naszą stronę. Mamy więc
propozycję planu, jak wykorzystać środki pochodzące z EU. Skutki tego planu
są jednak znacznie szersze. Ma on być przyczynkiem do zmian całej struktury
administracji publicznej. Dużo mówi się, zwłaszcza w tym tygodniu, o
procesach decentralizacji kraju.
Projekt NPR na lata 2007-2013, przewiduje utworzenie 16 regionalnych
programów operacyjnych, co przełoży się na zwiększenie roli samorządu. "W
ten sposób o wydatkowaniu jednej trzeciej z kwoty ponad 500 miliardów
złotych, na jaką jest przewidziany NPR, będą decydowały samorządy". Zdaniem
członków rządu samorząd może mieć do dyspozycji nawet 50 proc. tej kwoty.
(PAP) Zdaniem wiceprezydenta Wrocławia, Sławomira Najnigiera sam NPR, choć
bardzo istotny dla Polski, nie rozwiąże problemów ustrojowych, które
nabrzmiały po reformie samorządowej w 1998 r. Dodajmy do tego obawy, że tak
naprawdę nie wiadomo, co z tym programem będzie po zmianie ekipy. Czy te
liczby, prawdziwe może euro, które ma nas zalać niczym pieniężne tsunami to
nie jest jedynie propagandowa sztuczka obecnej ekipy, by pokazać do jakiego
eldorado nas prowadziła? Polsce długofalowy program jest bardzo potrzebny,
ale powinien on powstać przy współpracy wszystkich sił politycznych, z
udziałem uznanych autorytetów (są jeszcze tacy?). Bez żadnych podtekstów
politycznych, by każdy czuł się zobowiązany do jego realizacji.
Swój plan działania tworzy także Komisja Europejska. Głównym celem
pięcioletniego programu Komisji Europejskiej (KE), ma być przyspieszenie
wzrostu gospodarczego. Takie ukierunkowanie działań szybko spotkało się z
dezaprobatą grupy socjalistów i Zielonych w Parlamencie Europejskim, który
ma te plany zatwierdzić. Oczywiście argumenty są jedynie hasłowe. Obie grupy
krytykują program jako zbyt liberalny. "Barroso zaprzecza, że jego program,
który zawiera założenia rozwoju wspólnego rynku usług jako całości i usług
finansowych, jest >>skrajnie liberalny
europejskiego modelu socjalnego i środowiska" (PAP). Czytam takie depesze i
się zastanawiam, gdzie my żyjemy? Co to jest europejski model socjalny? Czy
za wzór mają nam być stawiane Niemcy z prawie 5 milionami bezrobotnych?
Skoro ukierunkowanie na wzrost gospodarczy jest skrajnym liberalizmem, to co
sądzą europejscy socjaliści o gospodarkach znacznie bardziej liberalnych i
konkurencyjnych od europejskiej? Ochrona środowiska? Zgoda, ale sfera
socjalna po prostu musi być zreformowana i to gruntownie. Tendencje
demograficzne zachodzące w Europie dają jednoznaczne prognozy. Rozwój w
tempie 1% rocznie w niczym tu nie pomoże. O tzw. strategii lizbońskiej już
nawet nie wspominam, bo zamienia się ona w zbiór pobożnych życzeń i grupowe
oczekiwanie na cud. Jak Europa ma dogonić Amerykę? Już nie mówię o jej
przegonieniu. Wygląda na to, że eurokraci nie liczyli na przyspieszenie
wzrostu w Europie, ale jakieś spektakularne załamanie w Ameryce.
UE ma swojego Barroso, a my mamy swojego Hausnera. Czy ktoś jeszcze pamięta,
że było coś takiego jak "Plan Hausnera". Już pierwotna jego wersja była
uważana przez rynki finansowe za niewystarczającą do faktycznych potrzeb. Z
biegiem czasu plan ten był jednak stopniowo łagodzony w skutek nacisków
kolejnych grup interesu i "wrażliwych społecznie" polityków. Oszczędności w
wydatkach okazały się znacznie mniejsze. Szybszyyzje pojawiły się już po wyborach... wiosennych. Teraz, jak
wiadomo, najpewniej wybory odbędą się jesienią. Trzeba więc było szybko
przedłużyć odroczkę. Przecież żadna ekipa nie podejmie działań
niepopularnych tuż przed wyborami. Tym bardziej, że dotyczy to grupy
rolników, którzy zostali głównymi beneficjentami naszej akcesji do UE.
Lewica chce to zdyskontować przedstawiając się, jako ci, którzy nas do tej
unii wprowadzili. To jest coś w rodzaju koła ratunkowego.
Oczywiście nikt oficjalnie nie mówi o odroczeniu. Zmiana "planów" była
przeprowadzona szablonowo. Najpierw poszła plotka, że rząd w ogóle się z
niej wycofuje. Zawrzało. Później przyszło "uspokajające oświadczenie". "Rząd
nie zamierza wycofać się z reformy Kasy Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego
(KRUS), ale będzie przeprowadzał ją etapami. W pierwszym etapie
uporządkowana będzie organizacja KRUSu i system finansowy - poinformowała w
czwartek na konferencji prasowej wicepremier Izabela Jaruga-Nowacka.
Wyjaśniła, że obecnie nie będzie zmieniana wysokość składki na ubezpieczenie
dla rolników. Takie zmiany zostaną wprowadzone w przyszłości, po wyliczeniu
dochodowości gospodarstw. A na to potrzeba minimum sześciu miesięcy. By
wprowadzić taką metodę naliczania składek trzeba przygotować rolników do
prowadzenia rachunkowości rolniczej i przygotować system informatyczny.
Przyznała, że wprowadzenie tych zmian do ustawy przez ten Sejm jest
nierealne. Zdaniem wicepremier, reforma KRUS jest potrzebna, gdyż obecny
system funkcjonowania KRUS jest niespójny i nieprzejrzysty, brak jest w nim
nadzoru ze strony państwa. Dodała, że rząd zamierza rozpocząć reformę KRUS
już teraz i przeprowadzić ją dogłębnie." (PAP) Komunikat jest czytelny.
Nagle okazuje się, że prace wymagają przynajmniej pół roku. Wprawdzie
reforma KRUS to nie nowość, ale nowością jest termin wyborów.
W tym tygodniu nie ma wykresów. Ostatnio było chyba ich nadto. Zresztą nic
się pod tym względem nie zmieniło. Co zatem czeka nas w ciągu najbliższych
kilku dni? Wydaje się, że trzymanie się trendu jest najlepszym wyjściem. Ten
jest spadkowy. Ciekawie prezentuje się analiza nastrojów. Ostatnia ankieta
przeprowadzona wśród analityków i zarządzających ujawniła, że większość z
nich spodziewa się wzrostu cen w tym tygodniu. Nie byłoby w tym niczego
ciekawego, gdyby nie fakt, że zmiana oczekiwań była dość gwałtowna. Wskaźnik
Wigometr zyskał w tym tygodniu aż 32 pkt. Może się więc okazać, że ponownie
oczekiwania większości się nie potwierdzą.
Cytat tygodnia:
"Zmiany w wordingu po posiedzeniu styczniowym oceniam krytycznie, ale
generalnie idą one we właściwym kierunku, bo sugerują, że Rada widzi
postępujące zmiany w rozkładzie ryzyk, wskazujące raczej na downside niż
upside risk dla przyszłej inflacji." (Janusz Jankowiak)
Kamil Jaros