Akcje Naftobudowy były wczoraj najdroższe od października ubiegłego roku. Wyceniono je na 8,35 zł, Dwa dni wcześniej były o 1/3 tańsze. W środę kurs spółki wzrósł o blisko 34%. Tego dnia właściciela zmieniło ponad 93 tys. akcji (3,2% wszystkich). Wczoraj w kilkuset transakcjach "z rąk do rąk" przeszło jeszcze więcej papierów (180 tys.), a kurs zyskał kolejne 8,4%.
- Cieszę się, że inwestorzy chętnie kupują akcje Naftobudowy, ale nie wiem, skąd wzięło się takie nagłe zainteresowanie - komentuje notowania Krzysztof Diduch, prezes Naftobudowy. - Nie przekazywaliśmy żadnych istotnych komunikatów, w spółce też nic nadzwyczajnego się nie działo - dodaje. Ostatnim wydarzeniem, którym się pochwaliła, było podpisanie z ABB Lummus Heat Transfer umowy na dostawę i montaż pieców petrochemicznych w Rafinerii Porvoo w Finlandii. Jej wartość była znacząca - 14,9 mln zł, jednak raport informujący o kontrakcie ujrzał światło dzienne przed dwoma tygodniami.
Zaszkodził mocny złoty
Wzrostu nie można też tłumaczyć zbliżającą się publikacją wyników za IV kwartał ubiegłego roku. Te, jak już informowaliśmy, będą słabe. - Z racji tego, że ponad 80% usług realizujemy za granicą, silnie odczuliśmy umocnienie się złotego wobec euro. Z tytułu ujemnych różnic kursowych w IV kwartale odnotujemy stratę. Dużo nas też kosztował wzrost cen stali na początku roku. Cały 2004 r. grupa kapitałowa Naftobudowy zamknęła niewielką stratą przy około 100 mln zł sprzedaży - szacuje K. Diduch.
Wartość portfela zamówień, które Naftobudowa będzie realizować w bieżącym roku, wynosi około 50 mln zł. Przy czym są to tylko zlecenia z zagranicy. Co zrobi, aby zabezpieczyć się przed wahaniami kursowymi? - Będziemy stosować instrumenty zabezpieczające, chociaż ze względu na zawarty, ale nie zatwierdzony układ Naftobudowy z wierzycielami, rozmowy z instytucjami finansowymi są trudne. Dodatkowo staramy się, aby jak najwięcej zadań realizować w Polsce - mówi szef krakowskiej firmy.