Bytom i Próchnik zabiegają o pieniądze inwestorów. Wczoraj rozpoczęło się przyjmowanie zapisów na maksymalnie 30 mln akcji Próchnika sprzedawanych w ramach prawa poboru. Firma liczy na 15 mln zł (walory oferuje po 50 groszy, czyli po nominale). Bytom chce przeprowadzić subskrypcję (obejmuje trzy emisje: dla akcjonariuszy, wierzycieli i nowych inwestorów) w marcu. Od właścicieli spółka chce nie więcej niż 2,5 mln zł.
Potrzebne pieniądze
Bytom może się pochwalić wzrostem obrotów w ubiegłym roku o ponad 31%, do 36,4 mln zł (mimo mocnego złotego). Podstawowa działalność nie jest jednak rentowna. Strata ze sprzedaży wyniosła ponad 2 mln zł, a operacyjna 0,56 mln zł. Strata netto jest o ponad 100 tys. zł wyższa. Rok wcześniej firma była na plusie - przyczyną były jednak zyski nadzwyczajne. Plany ekspansji na krajowym rynku, bardziej perspektywicznym, trzeba z czegoś finansować. Możliwości przedsiębiorstwa są w tym zakresie mocno ograniczone. Jest w trakcie realizacji układu z wierzycielami. Na pieniądze z zewnątrz nie może więc specjalnie liczyć. Sama nie generuje dość gotówki. Jej kapitał własny wynosi minus 11 mln zł. To tłumaczy, dlaczego zarząd zdecydował się na emisje nowych akcji. Mają zapewnić oddłużenie i dokapitalizowanie.
Sytuacja Próchnika znana jest od dawna. Inwestorzy, którzy spodziewali się ujrzeć w wynikach za 2004 r. oznaki poprawy, mogli się poczuć rozczarowani. Przychody po raz kolejny ustanowiły negatywny rekord - były najniższe w historii. Wyniosły zaledwie 4,8 mln zł (6,35 mln zł w 2003 r.). Nie mogły być większe, bo firma ma bardzo ograniczone możliwości (brak pieniędzy), jeśli chodzi o zakup materiałów do produkcji. Podobnie jak Bytomowi nie pomaga jej mocny złoty.
Strata netto skurczyła się jednak w mniejszym stopniu niż obroty i wyniosła 2 mln zł (2,25 mln zł rok wcześniej) - ponad 40% przychodów. Kapitał własny spółki to minus 6,3 mln zł. Na tym tle emisja wygląda na "być albo nie być" dla łódzkiego przedsiębiorstwa. Sprzedaż nowych walorów ma przede wszystkim umożliwić jego oddłużenie. To zrozumiałe, jeśli wziąć pod uwagę, że 15 kwietnia upływa termin, na który ZUS zawiesił egzekucję z rachunków bankowych Próchnika. Ubiegłoroczne dane (strata ze sprzedaży w wysokości 2,1 mln zł) wskazują, że konieczne jest jeszcze rozwinięcie sprzedaży (jeśli założyć, że w kwestii redukcji kosztów firma doszła już do ściany). Tak też widzi to zarząd, który chciałby zwiększać przychody z rynku krajowego. Na razie jednak przy życiu utrzymują Próchnika zlecenia przerobowe od Hugo Boss, ale kursy walutowe podcinają i tę gałąź.