GUS, publikując dane o sprzedaży detalicznej, pokazuje, w jakim tempie rosła ona w poszczególnych działach gospodarki.
W styczniu najwolniejszy wzrost miał miejsce w dziale "pozostała sprzedaż detaliczna" i wyniósł 8%. We wszystkich pozostałych działach dynamika była dwucyfrowa. Mimo to wzrost sprzedaży detalicznej w całej gospodarce wyniósł "tylko" 7,5%.
Czy GUS się pomylił? Według wiceprezesa urzędu Janusza Witkowskiego, nie ma takiej możliwości. Pracownicy GUS tłumaczą, że za zaniżenie wskaźnika odpowiadają tzw. pozostałe działy, które w styczniu miały 21,6--proc. udział w łącznej sprzedaży. W tej grupie nastąpił spadek w stosunku do stycznia 2004 r. o prawie 10%. GUS nie uwzględnia tej kategorii w tabeli dotyczącej sprzedaży. W uproszczeniu chodzi o sprzedaż detaliczną, ale prowadzoną nie przez sklepy, tylko bezpośrednio przez przedsiębiorstwa, np. w przyzakładowych punktach sprzedaży. Są to głównie artykuły wyposażenia wnętrz, budowlane, montażowe, środki produkcji. - W ubiegłym roku mieliśmy w tej grupie bardzo silny wzrost, dlatego teraz odnotowaliśmy spadek rok do roku - wyjaśnia GUS.
Przypomnijmy, że w ostatnim czasie ekonomiści wielokrotnie podawali w wątpliwość publikowane przez GUS dane makroekonomiczne. Zastanawiali się m.in., czy dynamika inwestycji nie jest zaniżona, a przyrost zapasów zawyżony.
Jak GUS ocenia sytuację gospodarczą w Polsce w tym roku? - Umiarkowanie optymistycznie - twierdzi J. Witkowski. - Rok 2004 był bardzo dobry. Ale tendencje w poszczególnych kwartałach wskazywały na spowolnienie dynamiki wzrostu - dodaje. W I kwartale PKB wzrósł o 6,9%, a w IV - według szacunków ekonomistów - o 4,1%.