Reklama

Termin zakupu (nie)ważny

19-proc. podatek od dochodu ze sprzedaży akcji przejmowanych przez spółkę w celu umorzenia obowiązuje bez względu na termin, w którym inwestor stał się ich właścicielem. Takie jest stanowisko jednego urzędu skarbowego. Drugi mówi zupełnie co innego.

Publikacja: 04.03.2005 06:26

Pisaliśmy wczoraj o tym, że inwestor, który sprzeda akcje, odpowiadając na wezwanie firmy giełdowej (ogłoszone z myślą o umorzeniu przejmowanych walorów), musi zapłacić podatek. W praktyce robi to za niego spółka, pobierając 19%. Ponieważ jednak potrąca daninę od całej wypłacanej akcjonariuszowi kwoty, ma on prawo wystąpić o zwrot nadpłaty do urzędu skarbowego. Zgodnie z ustawą, opodatkowany jest bowiem dochód, a nie przychód inwestora (może więc on uwzględnić jako koszty cenę zakupu akcji i prowizje maklerskie).

Czas bez znaczenia?

Zgodnie z przepisami, tzw. podatkiem giełdowym (od zysków realizowanych na parkiecie) objęte są dochody ze sprzedaży akcji kupionych po 1 stycznia 2004 r. W przypadku walorów kupionych wcześniej na GPW, CeTO lub w ofercie publicznej - obowiązuje zwolnienie.

Czy zwolnienie ma zastosowanie również w stosunku do dochodów ze sprzedaży akcji przejętych przez spółkę w celu umorzenia? W tej kwestii NFI Jupiter (ostatnio w dwóch wezwaniach przejmował swoje papiery, przekazując akcjonariuszom w sumie ponad 210 mln zł) uzyskał stanowisko właściwego dla siebie urzędu skarbowego (US) - Pierwszego Mazowieckiego US. Naczelnik urzędu stwierdził w piśmie do funduszu, że "odpłatne zbycie papierów wartościowych" (które jest bez wątpienia objęte zwolnieniem) i "odpłatne zbycie udziałów (akcji) na rzecz spółki w celu ich umorzenia" to dwa różne źródła uzyskania przychodów i że tak są traktowane przez ustawę. Jego zdaniem, zwolnienie dotyczy tylko dochodów czerpanych z pierwszego źródła. Nie stosuje się go do udziału w zyskach osób prawnych, a do nich właśnie zalicza się wpływy ze sprzedaż akcji w celu umorzenia. Termin i sposób nabycia walorów nie mają przy tym żadnego znaczenia.

Stanowisko Pierwszego Mazowieckiego US nie jest jednak wiążące dla innych urzędów. W Drugim Mazowieckim US (właściwym np. dla Fund.1 NFI, NFI Victoria i NFI Fortuna, które w ostatnich miesiącach przekazały akcjonariuszom w wezwaniach grubo ponad 300 mln zł) jest zupełnie inne.

Reklama
Reklama

Od pracowników drugiego urzędu rozpatrujących wnioski akcjonariuszy NFI o zwrot nadpłat usłyszeliśmy wczoraj wprost, że dochody ze sprzedaży akcji kupionych przed 1 stycznia 2004 r. i sprzedanych w celu umorzenia są zwolnione z podatku. - W przypadku akcji kupionych po 1 stycznia zwracamy nadpłatę wynikającą z pominięcia kosztów. W przypadku kupionych wcześniej zwracamy całe 19% - bo po prostu podatku nie ma - stwierdził urzędnik.

Skup skupowi nierówny

Problem powstaje w zasadzie tylko w odniesieniu do buy backu realizowanego poprzez wezwania. W tym bowiem przypadku wzywający, czyli spółka przejmująca własne walory, rozlicza inwestora z fiskusem i to na dodatek "ryczałtowo". Akcjonariusz musi samodzielnie walczyć o zwrot nadpłaty, np. z tytułu pominięcia kosztów. Przy czym jeśli stwierdzi, że część walorów w ogóle nie powinna być przez fiskusa brana pod uwagę - bo zostały kupione przed 1 stycznia 2004 r. - dostanie zwrot podatku lub nie, w zależności od stanowiska urzędu.

Interpretacja korzystna dla inwestorów wydaje się bardziej logiczna. Chodzi o spójność rozwiązań podatkowych. Dlaczego? Częściej przecież buy back realizowany jest w inny niż wezwania sposób: spółki kupują swoje walory bezpośrednio na rynku, w trakcie sesji. W tej sytuacji inwestor otrzymuje cenę brutto równą kursowi (a więc bez żadnych potrąceń). Dopiero później sam się rozlicza z fiskusem. Zgodnie z regułami giełdowymi nie wie, komu sprzedał papiery i co się z nimi stało (przecież akurat jego walory nie musiały trafić do spółki). Musi więc traktować zysk z tych transakcji tak samo, jak z innych operacji giełdowych. A to oznacza, że może też korzystać ze zwolnienia, jeśli kupił papiery przed 1 stycznia 2004 r.

Komentarz

Stan schizofrenii

Reklama
Reklama

Akcjonariusze Jupitera mają pecha. Kilka ulic od "ich" urzędu

skarbowego jest

w Warszawie inny

- bardziej przyjazny inwestorom. Oni mogą jedynie zaskarżyć decyzję fiskusa, a jeśliw tym czasie inwestować odzyskane pieniądze. Nic nowego? Niby nic, a jednak za każdym razem można mieć wrażenie, że żyjemy w "stanie odmiennej świadomości".

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama