Reklama

Ważniejsze zakupy

Od początku roku do połowy marca członkowie zarządów i rad nadzorczych spółek giełdowych częściej kupowali niż sprzedawali akcje swoich firm. Co to oznacza? Czym kierują się tzw. insiderzy, handlując papierami zarządzanych przez siebie firm?

Publikacja: 25.03.2005 07:39

Amerykanie przywiązują sporą wagę do ruchów inwestycyjnych członków zarządów i rad nadzorczych spółek giełdowych, zwanych z powodu lepszego dostępu do informacji insiderami. Dane o transakcjach, które zbiera i opisuje m.in. firma Thomson Financial, tworząc swoisty barometr giełdowej koniunktury. Na polskim rynku Thomson nie ma swojego odpowiednika, choć transakcja członka zarządu może wywołać bardzo gwałtowne reakcje akcjonariuszy.

Aktywne zakupy zwiastunem hossy?

Według TF, w 2004 r. członkowie zarządów amerykańskich spółek sprzedali akcje za 51,3 miliarda dolarów. Była to kwota najwyższa od czterech lat. Wyższa od zanotowanej w 2003 r. o ok. 20%. Łączna wartość papierów, które kupili insiderzy, była kilkadziesiąt razy niższa. Wyniosła 2,1 mld USD (wzrost o 13% w stosunku do 2003 r.). Dla porównania, dwa lata wcześniej, pod koniec internetowej hossy, menedżment sprzedał papiery za 80,1 mld USD.

Analitycy TF policzyli, że w listopadzie 2004 r. stosunek sumy uzyskanej ze sprzedaży walorów i wydanej na zakup akcji był jak 46:1. Oznacza to, że na 46 USD, które otrzymali za jeden papier, jednego dolara wydali na inwestycję w spółkę.

Dzięki zmianom opisanej proporcji analitycy TF potrafili przez pewien czas trafnie przewidzieć zachowanie rynku. Gdy przewyższała bądź była bliska 20:1 - zapowiadali bessę. Wskazanie w przedziale między 20:1 a 12:1 uznawali za neutralne, a gdy spadała poniżej 12:1 - wróżyli hossę. W ostatnich latach mają utrudnione zadanie. Przez większą część bessy, szczególnie na przełomie lat 2001 i 2002, współczynnik wskazywał na hossę. Strateg z TF tłumaczył, że metoda przestała być skuteczna ze względu na politykę amerykańskiego banku centralnego, politykę fiskalną oraz zasoby gotówkowe, pozostające w ręku tamtejszych obywateli.

Reklama
Reklama

Kupno ważniejsze

niż sprzedaż

Mimo że analitycy TF mają problemy z przygotowaniem długoterminowych prognoz, analiza ruchów insiderów może pozwolić wyciągnąć wnioski przydatne w krótko-, a czasem także i średnioterminowej perspektywie. Należy m.in. pamiętać, że wielkość podaży ze strony zarządzających jest zazwyczaj wypadkową kilku czynników. Dlatego - ostrzegają amerykańscy eksperci - do informacji o sprzedaży papierów przez menedżerów należy podchodzić z rezerwą. To, że je wyprzedają, wcale nie musi wynikać z obawy o kondycję spółki bądź przekonania, popartego informacjami z wewnątrz firmy, że kurs już nie wzrośnie. Powodów zawarcia transakcji może być kilka. Od chęci spieniężenia zamienionych na akcje opcji otrzymanych w formie premii do wynagrodzenia (jak w przypadku Agory), przez bieżące potrzeby finansowe, takie jak nadarzająca się ciekawa inwestycja, budowa domu czy wręcz przeciwnie - konieczność spłaty wcześniej zaciągniętych zobowiązań.

Więcej transakcji kupna

Podobne mechanizmy funkcjonują w przypadku polskich menedżerów-akcjonariuszy. Z tego punktu widzenia dużo istotniejsze wydają się dane o kupnie akcji przez insiderów. Eksperci wyjaśniają tę opinię, powołując się na zdrowo rozsądkową zasadę: zarządzający nie lokowaliby w akcje spółki własnych pieniędzy, jeśli nie wierzyliby w jej potencjał.

Od początku 2005 roku menedżerowie spółek notowanych na warszawskiej giełdzie właśnie częściej kupują, niż sprzedają papiery. Kupili ponad 3 mln akcji za blisko 66 mln zł.

Reklama
Reklama

Wiara w potencjał

Dlaczego kupują? Jednym z powodów jest przekonanie, że manifestacja wiary w potencjał firmy wzbudzi zaufanie szerszego grona inwestorów. I tak, mimo nie najlepiej zachowującego się kursu akcji, Jan Rurański, prezes Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych, na dowód zaufania do swojej spółki kupił pod koniec lutego 3,1 tys. walorów po 8,1 zł. Informacja o transakcji została opublikowana na początku marca. Rynek przyjął ją raczej obojętnie, bo następnego dnia po publikacji, kurs WSiP dalej spadał.

Inaczej jest w przypadku informatycznej firmy ATM, która pojawiła się na giełdzie jesienią ubiegłego roku. Od tego czasu systematycznie zyskuje na wartości. Papiery są już przeszło 50% droższe niż w ofercie publicznej. Aprecjacji pomaga skupowanie akcji przez Tadeusza Czichona, wiceprezesa spółki, który był również jednym z jej założycieli. Zbieranie akcji zaczął od wzięcia udziału w ofercie publicznej, co zresztą wcześniej zapowiadał. Później nabył mniejsze pakiety i teraz, razem z osobami spokrewnionymi, ma przeszło 25%. Deklaruje, że będzie uzupełniał portfel, bo uważa, że papiery spółki są niedowartościowane. Patrząc na wskaźniki giełdowe ATM (m.in. C/Z) trudno nie przyznać mu racji. Na początku marca niewielki pakiet ATM kupił również prezes Roman Szwed.

Dotrzymane słowo

Kto uwierzył w zapewnienia prezesa Stalprofilu, dobrze na tym wyszedł. Jerzy Bernhard przez cały 2002 r. i jeszcze wiosną 2003 r., widząc, że firmą nie interesują się inwestorzy giełdowi, powtarzał, że akcje są zbyt nisko wyceniane. Zapewniał, że spółka przeszła restrukturyzację, ma przed sobą dobre perspektywy i może poprawić wyniki. Żeby pokazać, że wierzy w sukces Stalprofilu, z dwoma wiceprezesami przez kilka miesięcy systematycznie kupował akcje, płacąc za jedną od 8 zł w listopadzie 2002 r. do 15 zł pod koniec kwietnia 2003 r. Dokupili prawie 40 tys. walorów za ok. 440 tys. zł.

Inwestorzy z dystansem podchodzili do transakcji menedżerów, choć jest to zwykle pozytywny sygnał dla rynku. Wątpili też w kreowaną przez nich świetlaną przyszłość firmy. Spółka stanęła jednak na wysokości zadania. Inwestorzy zaczęli kupować jej akcje, gdy pokazała rewelacyjne wyniki za I kwartał 2003 r. Kolejne kwartały przynosiły same dobre informacje. Spółka w 2003 r. miała rekordowy zysk. Kurs piął się.

Reklama
Reklama

Na początku czerwca 2004 r. członkowie zarządu Stalprofilu sprzedali wszystkie akcje spółki w transakcjach pozasesyjnych po 125 zł każda. Płacili za nie średnio po 10 razy mniej. Okazało się, że mieli łącznie 110 tys. walorów, czyli 6% kapitału (kupowali od I kwartału 2000 r.). Dostali 13,7 mln zł. Po transakcji zarząd tłumaczył, że podtrzymuje swoje optymistyczne nastawienie co do wyników finansowych w 2004 r. oraz perspektyw biznesowych Stalprofilu. Kurs dalej rósł, osiągając 192,5 zł pod koniec września 2004 r. Zatem nawet po tym, jak członkowie zarządu sprzedali akcje, można było jeszcze przez kilka miesięcy sporo na nich zarobić. Od ustanowienia historycznego szczytu trwa korekta Stalprofilu, choć zysk za 2004 r. jest jeszcze wyższy niż za 2003 r. Akcje kosztują teraz około 123 zł. Po podobnej cenie zarząd sprzedawał je 9 miesięcy temu.

Nie słuchać zarządu,

tylko go śledzić

O tym, że warto analizować transakcje członków zarządu i rady nadzorczej spółki, w którą się inwestuje, mogli przekonać się posiadacze akcji FAM Technika Odlewnicza. Inwestycja w papiery producenta odlewów z Chełmna była jedną z najmniej udanych spośród wszystkich ubiegłorocznych debiutantów. Jednak ci, którzy śledzili i naśladowali ruchy kluczowych dla spółki osób, mogli ograniczyć straty. Osoby, które tylko wierzyły w zapowiedzi szefów FAM-u - stracili.

Prezes przedsiębiorstwa Mirosław Kalicki chciał upłynnić część swoich akcji już podczas publicznej oferty FAM-u we wrześniu ubiegłego roku (wówczas jeszcze jako przewodniczący rady nadzorczej). Ze względu na połowiczne powodzenie emisji M. Kalicki nie sprzedał podczas IPO swoich papierów. Nad akcjami wisiało jednak widmo podaży ze strony głównego udziałowca. Kurs od debiutu systematycznie spadał.

Reklama
Reklama

W listopadzie, gdy akcje były już o blisko 1/3 tańsze niż w ofercie, M. Kalicki objął stery przedsiębiorstwa oraz zapewnił, że w spółce nic złego się nie dzieje, że nie zbywa swoich akcji, co więcej - jeszcze dokupi. To (oraz deklaracja o planowanym buy backu) uspokoiło trochę inwestorów. Sam prezes tymczasem w grudniu zbył 100 tys. akcji (z 729 tys. posiadanych). Podkreślił co prawda, że do końca maja odkupi blisko trzy razy tyle (285,5 tys. akcji; do tej pory nabył 40 tys.). Od początku roku ze spółki płynęły jednak informacje o słabych wynikach przedsiębiorstwa. Kurs dalej zniżkował. Ci, którzy naśladowali ruchy prezesa i sprzedali akcje w grudniu, uniknęli dalszej kilkunastoprocentowej straty.

Pożytki z naśladownictwa

Na sierpniowej sesji, w ubiegłym roku Zbigniew Drzymała, prezes i założyciel Inter Groclin Auto, sprzedał 350 tys. walorów po 132 zł (dostał ponad 46 mln zł brutto). Papiery w kilkunastu pakietach kupili inwestorzy finansowi. Po transakcji prezesowi Drzymale zostało jeszcze prawie 2,94 mln akcji. Kontroluje więc 53,4% kapitału i 63,5% głosów.

Założyciel firmy tłumaczył, że podjął decyzję o sprzedaży części akcji w związku ze zgłaszanym popytem ze strony instytucji finansowych. Podkreślał, że transakcja "pozwoli zwiększyć płynność papierów na giełdzie i podniesie ich atrakcyjność inwestycyjną". Prezes sprzedał akcje, gdy znane już były wyniki po dwóch kwartałach 2004 r. Były dobre. Zarząd podtrzymał też prognozę na cały rok.

Ktoś, kto sprzedał walory zaraz po transakcji prezesa, pewnie nie żałuje. Wyniki za III kwartał były już gorsze od oczekiwań. Spadły marże oraz zysk operacyjny i netto w porównaniu z analogicznym okresem 2003 r. Do tego wzmacniał się złoty, a spółka ponad 95% przychodów ma z eksportu. Na rynek zaczęły napływać rekomendacje "redukuj" Groclin. Analitycy podkreślali jego wrażliwość na kurs walutowy. Kurs akcji zaczął mocno spadać. W połowie stycznia walory kosztowały nawet około 89 zł, a w połowie marca oscylowały wokół 95 zł. Prezes Drzymała sygnalizował, że rozważa zakup akcji na giełdzie. Uważa, że przecena była zbyt dotkliwa. 16 marca spółka poinformowała, że prezes Drzymała kupił ponad 10,4 tys. akcji po 96 zł, na co wydał ponad 1 mln zł. Kurs od razu zwiększył się do 103 zł.

Reklama
Reklama

W bardzo podobnej sytuacji, jak akcjonariusze Groclinu, znaleźli się w ubiegłym roku drobni posiadacze akcji Dudy. Założyciele Polskiego Koncernu Mięsnego Duda, członkowie rodziny Dudów, 2 grudnia 2004 r. sprzedali na sesji ponad 10% akcji spółki, za ok. 69 mln zł łącznie. Bogna Duda-Jankowiak, prezes firmy, pozbyła się 170 tys. papierów, Marcin Duda też 170 tys., a Daria Duda - 160 tys. Akcje w umówionych transakcjach kupowały instytucje finansowe, płacąc za każdą po 138 zł. Po transakcji rodzina Dudów kontroluje jeszcze ok. 35% kapitału i głosów. Nie planuje dalszej sprzedaży akcji. Przedstawiciele rodziny - podobnie jak prezes Drzymała - tłumaczyli, że postanowili odsprzedać część papierów, ponieważ zgłaszali się do nich inwestorzy. Liczyli też na zwiększenie płynności papierów i podniesienie ich atrakcyjności. Na uwagę zasługuje to, że rodzina Dudów sprzedała akcje dzień po tym, gdy kurs osiągnął historyczne maksimum - 146 zł. Później zaczął spadać, choć firma ma dobre wyniki i wykonała prognozę na 2004 r. 10 stycznia tego roku akcje kosztowały 125 zł. Obecnie około 128 zł.

Warto znać kuluary

Prezes Groclinu nie zawsze miał "dobrą rękę" do transakcji. Na początku lutego 2004 r. sprzedał 150 tys. walorów po 120 zł każdy (transakcja za 18 mln zł). Ktoś, kto poszedł jego śladem, mógł trochę żałować. Już na początku kwietnia 2004 r. akcje kosztowały ponad 140 zł, a potem po korekcie na początku lipca zbliżyły się do 150 zł (najwięcej w historii).

Podobnie jak prezes Drzymała, także rodzina Dudów sprzedała pakiet akcji swojej firmy na początku 2004 r. Inwestorzy finansowi odkupili łącznie 122 tys. walorów po 52,5-53,83 zł. Najprawdopodobniej rodzina założycieli firmy miała do spłacenia zobowiązania i potrzebowała gotówki. Jeżeli ktoś z inwestorów kopiując ich ruch sprzedał papiery w styczniu, może mieć żal, ponieważ nie uczestniczył w kilkumiesięcznej hossie na mięsnej spółce.Z kolei w tym roku, w styczniu i w lutym, papiery Polskiej Grupy Farmaceutycznej sprzedawał Jacek Szwajcowski, prezes i największy akcjonariusz spółki. Pakiet walorów zbył też wiceprezes. Niewykluczone, że również w przypadku tych menedżerów przyczyną sprzedaży akcji jest konieczność uregulowania zobowiązań. Kilka lat temu, broniąc firmę przed wezwaniem, prezes i wiceprezes kupowali akcje PGF na kredyt. Być może część inwestorów pamiętała o tym fakcie. Informacja, że J. Szwajcowski sprzedał pakiet walorów, nie spowodowała spadku kursu (wzrósł o 1%).

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama