Więcej mięsa, a mniej wędlin
W naszej tradycji stół świąteczny jest bogato zastawiony. Znajduje się na nim m.in. szynka, biała kiełbasa i wiele innych wędlin. Jednak coraz więcej Polaków kupuje mięso kulinarne. - Na Podkarpaciu konsumenci coraz częściej i chętniej kupują świeże mięso, a mniej wędlin. Nie tylko przed świętami - zauważa prezes Biel. Okazuje się, że podobnie dzieje się w innych regionach Polski. Według prezesa Miszczuka, wzrost popytu na świeże mięso, kosztem wędlin i innych produktów przetworzonych, obserwowany jest już od 2-3 lat. - Rośnie spożycie m.in. karkówki i schabu. W okresie świątecznym Polacy coraz chętniej sami przygotowują potrawy mięsne, np. pieczeń. Nasz styl konsumpcji zaczyna upodabniać się do tego, jaki jest m.in. w krajach zachodnich Unii Europejskiej. Tam konsumpcja wędlin i innych wyrobów przetworzonych stanowi tylko około 20% spożycia mięsa. W Polsce obecnie jest to około 42%, reszta to mięso - mówi prezes Miszczuk. Spadek sprzedaży produktów przetworzonych na rzecz mięsa kulinarnego obserwuje też dyrektor Maciej Duda. - To tendencja ogólnoświatowa. Dobrze rokuje na przyszłość naszej spółce, która nie zajmuje się głębokim przetwórstwem - dodaje.
Niewykorzystane moce
Polski przemysł mięsny w ostatnich latach dużo zainwestował. Chodziło o dostosowanie standardów sanitarnych i jakościowych do tych obowiązujących w UE. - Znacząco, bo o około 15%, wzrosły moce produkcyjne naszego przemysłu, natomiast konsumpcja mięsa i jego przetworów za rok 2004 nie wykazała tendencji zwyżkowych. Moim zdaniem, już pod koniec tego roku i w 2006 r. w Polsce może nastąpić fala upadłości wielu mniejszych zakładów. Te, które operują na ograniczonym rynku bez silnej marki, nie poradzą sobie z zadłużeniem i brakiem możliwości wzrostu sprzedaży - przewiduje Bogusław Miszczuk. Przyznaje, że w ostatnim czasie coraz więcej właścicieli mniejszych firm zwraca się do niego z propozycją aliansu kapitałowego. - Sokołów na razie nie planuje żadnych przejęć w branży - stanowczo stwierdza.
Do sporych przetasowań może też dojść na rynku drobiu. - W Polsce jest kilka razy więcej zakładów branży indyczej niż w innych krajach Europy. W najbliższym czasie nastąpi porządkowanie rynku. Wypadną z niego firmy, które nie będą w stanie sprostać podwyższonej konkurencji. W dłuższej perspektywie będzie to korzystne dla Indykpolu - mówi jego prezes Piotr Kulikowski.Trudności z eksportem
Zakłady mięsne nie mogą pełniej wykorzystać mocy produkcyjnych, zwiększając znacząco sprzedaż zagraniczną. Główny powód to mocna krajowa waluta, a także problemy z eksportem do Rosji. - Kursy euro poniżej 4 zł i dolara około 3 zł są dla nas niekorzystne. Jeżeli istotnie nie wzrosną, to prawdopodobnie zmniejszymy sprzedaż eksportową - zaznacza prezes Miszczuk. W 2004 r. eksport stanowił około 25% przychodów Sokołowa. Na rynki zagraniczne spółka wysyła mięso i wyroby przetworzone. - Dla nas zagrożeniem jest brak możliwości prowadzenia rentownego eksportu m.in. na Ukrainę, a polski rynek jest coraz ciaśniejszy. Satysfakcjonujący kurs euro to około 4,3 zł. Jeżeli w drugim kwartale nie wzrośnie, będzie trudno - mówi prezes Jerzy Biel. Dyrektor Maciej Duda na razie nie narzeka. - Radzimy sobie z wahaniami kursów walut. Występujemy jako operator na rynku europejskim i wpływy z eksportu staramy się równoważyć z importem - tłumaczy.