Nowy tydzień miał przynieść nową jakość. Po kilku dniach zadumy inwestorzy mieli powrócić na rynek ze zdwojoną energią. Wydawało się, że nadzieje na zwiększoną aktywność mają realne podstawy. Niestety, wczorajsza sesja pod względem obrotu rozczarowała. Pierwsza godzina notowań przeszła bez większego echa. Druga połowa sesji była już nieco ciekawsza, a że mieliśmy zwyżkę, właściciele długich pozycji zacierali ręce.
Jak widać na wykresie, koncepcja kanału wzrostowego dla kontraktów nie sprawdziła się. Dolne ograniczenie tej formacji najpierw zostało pokonane, by wygenerować sygnał sprzedaży (potwierdzający analogiczny dla indeksu z czwartku), a po chwili został on zanegowany ponownym znalezieniem się cen w obrębie kanału. Ta wielość sygnałów pozbawiła dolną linię formacji wiarygodności. Ciekawe, że w przypadku indeksu takich wątpliwości nie ma. Wczorajsza zwyżka cen nie spowodowała zanegowania sygnału, jaki pojawił się w czwartek.
Mamy więc małe zamieszanie, ale tylko pozornie. Trzeba bowiem zauważyć, że od prawie miesiąca trwa trend boczny. Wnioski, na bazie których podejmowane są decyzje inwestycyjne, powinny być wyciągane dopiero po wyjściu z konsolidacji. Jak widać, kanał okazał się mało wiarygodny, ale wahania w ramach konsolidacji nie powinny dziwić. Rynek ma miejsce na mało ważne zmiany od 1920 do okolic 2000 pkt. Dopiero wyjście cen poza ten zakres będzie dla nas bardziej wiążącym sygnałem. Co jest bardziej prawdopodobne? Słabość rynku w ostatni czwartek każe przypuszczać, że podaż ma przewagę. Kłóci się to nieco z wczorajszym wzrostem. Jeśli popyt faktycznie chce coś zwojować, to musi poradzić sobie z poziomem, z którym nie uporał się w ubiegłym tygodniu.