Mediatel (dawne SM-Media) zweryfikował plany rozwoju. - Kiedyś mówiliśmy, że chcemy mieć ok. 2-3% rynku. Dziś trudno mi określić, kiedy będziemy świadczyć usługi np. w Krakowie - mówił wczoraj Wojciech Gawęda, prezes i znaczący akcjonariusz Mediatela. Uruchomienie ogólnopolskiej usługi było jednym z celów emisyjnych, które spółka niedawno zweryfikowała. Winą za taki stan rzeczy obarcza narodowego operatora.
Kiedy sukces?
Według W. Gawędy, będzie można mówić o sukcesie firmy, jeśli do końca roku liczba jej klientów korzystających z prefiksu 1031 wzrośnie do ok. 30 tys. Nie ujawnił, ilu jest ich teraz, czyli po przeprowadzeniu głównego etapu wiosennej kampanii reklamowej (w maju pojawią się jeszcze telewizyjne spoty). Chętnie chwalił się natomiast danymi o procentowym wzroście użytkowników usługi. Największy firma zanotowała w styczniu. W porównaniu ze stanem z grudnia, liczba klientów ,,1031'' była o 385,7% większa. Jednak liczba osób, które zdecydowały się na ustanowienie preselekcji, wzrosła już tylko o 121%. Kolejny etap kampanii reklamowej zaplanowano na wrzesień.
Spółka ma inne potrzeby
Zarząd Mediatela nie podjął jeszcze formalnej decyzji w sprawie buy backu, do przeprowadzenia którego upoważniło firmę walne zgromadzenie akcjonariuszy w lutym. Uchwała mówiła m.in., że "Nadzwyczajne walne zgromadzenie SM-MEDIA (...) postanawia upoważnić zarząd (...) do nabycia w celu umorzenia do 34 000 akcji własnych spółki w terminie do 31 maja 2005 roku, po cenie za jedną akcję nie wyższej niż 59 zł". Według interpretacji prezesa Gawędy, oznacza to, że do końca maja zarząd musi podjąć decyzję w tej sprawie. Inaczej widzą sprawę drobni inwestorzy, którzy uważają, że do tego czasu powinien zakończyć się sam buy back.