Kilka godzin trwało wczoraj spotkanie reprezentacji związkowców, dyrekcji Poczty i posłów. Rozmawiano, jak uniknąć strajku ostrzegawczego zapowiedzianego na 29 kwietnia. 10 największych central związkowych połączyło swoje siły protestując przeciwko restrukturyzacji operatora. Pocztowcy obawiają się masowych zwolnień (PP zatrudnia 99,3 tys. osób). Domagają się osłon socjalnych. Przypominają, że po planowanej przez rząd komercjalizacji wygaśnie układ zbiorowy pracy. Wyniki niedawnego referendum wśród załogi, w którym za strajkiem opowiedziało się 92,8% głosujących, były dla związkowców mocnym argumentem w rozmowach z dyrekcją.
Rozczarowani związkowcy rozpoczęli wczoraj wieczorem okupację budynku Dyrekcji Generalnej Poczty. Wzywają kolegów do podjęcia ostrzegawczego strajku w piątek. Rozgniewała ich wypowiedź dyrekcji o kontynuowaniu reorganizacji firmy (od 1 maja rusza podział operatora na piony). - Proces restrukturyzacji przedsiębiorstwa trwa już od pewnego czasu - tłumaczy Marcin Anaszewicz, rzecznik operatora. Nie pomogły zapewnienia władz firmy, że wciąż obowiązuje porozumienie ze stycznia br., wykluczające zwolnienia w trakcie reform . - Spotkanie kończy się bez konkretnych ustaleń - komentuje Jerzy Lach, rzecznik Wspólnej Reprezentacji Związków Zawodowych i szef pocztowej Solidarności.
Pod presją związkowców dyrekcja zgodziła się jednak na zintensyfikowanie negocjacji nad pakietem socjalnym (prowadzonych od listopada 2004 r.). - Do piątku będziemy rozmawiać o konkretnych propozycjach - zapowiada M. Anaszewicz. Czego chcą związkowcy? - Gwarancji zatrudnienia. Ale spokojnie, nie takich, jakie ma energetyka - mówił niedawno Stanisław Redmer, szef OPZZ w firmie. Część regionalnych władz związkowych (na Poczcie działało około 280 organizacji) chce także powrotu do sytuacji, kiedy o sprawach pracowniczych decydował dyrektor oddziału regionalnego Poczty. Od 1 kwietnia wszyscy zatrudnieni pocztowcy przeszli bowiem pod władanie dyrektora generalnego. Oznacza to m.in., że związki regionalne nie mają racji bytu.