Debiut Plast-Boksu w lutym ubiegłego roku był wręcz wymarzony. Spółka, która w ofercie sprzedała akcje po 27 zł, zadebiutowała z ceną 34,5 zł - czyli o 28% wyższą. To był jeden z najlepszych debiutów w ubiegłym roku. A analitycy zapowiadali dalszy wzrost. 35 zł okazało się jednak maksimum. Plast-Box zdobył z emisji ponad 17,5 mln zł. Pieniądze zostały przeznaczone w głównej mierze na zakup maszyn, spłatę leasingów operacyjnych i finansowych oraz zwiększenie kapitału obrotowego. Firma zainwestowała też w spółkę na Ukrainie, która miała obsługiwać tamtejszych odbiorców plastikowych puszek i wiader produkowanych w Plast-Boksie (kupują je głównie producenci farb).
Wyniki poniżej prognoz
Losy spółki później układały jednak się różnie. Pierwsze, opublikowane przez nią wyniki były lepsze od oczekiwanych. Firma po ponad 2 mln zł straty rok wcześniej, w pierwszym kwartale 2004 r. dała 70 tys. zł zysku - i to w miesiącach, kiedy jej sprzedaż idzie najgorzej. Prognozy na cały rok zakładały wzrost przychodów do 50 mln zł przy 3 mln zł zysku netto. Zarząd twierdził, że nie widzi zagrożeń dla realizacji tych prognoz i zaczął się zastanawiać nawet nad następną emisją akcji. Miał z niej sfinansować m.in. zakup nowych maszyn i budowę fabryki w Rosji.
I wtedy zaczęły się problemy. Inwestycja na Ukrainie co rusz napotykała przeszkody. Najpierw ukraiński sąd zwlekał z rejestracją spółki. Później przeciągała się budowa. Pod koniec roku rozpoczęła się ukraińska "pomarańczowa rewolucja" i gotowe już do wyjazdu na Wschód stare maszyny Plast-Boksu utknęły w Polsce. Termin uruchomienia produkcji w ukraińskim zakładzie jest przekładany do dziś. Jak poinformował kilka dni temu Waldemar Pawlak, prezes Plast-Boksu, inwestycja może okazać się jeszcze droższa - w kwietniu ukraiński rząd objął 20-proc. stawką VAT wszystkie inwestycje zagraniczne. Zlikwidował także ulgi w podatku dochodowym. Dla Plast-Boksu oznacza to konieczność dopłacenia ok. 250 tys. USD.
A na to wszystko nałożył się jeszcze całkowicie nieudany ubiegły rok. Mimo początkowych optymistycznych prognoz zysku netto - następnie obniżonych z 3 do 1,5 mln zł, Plast-Box zarobił w ubiegłym roku zaledwie 774 tys. zł. Tylko nieznacznie niższe od planowanych były przychody. Założenia mówiły o 48 mln zł, w rzeczywistości było to o 100 tys. zł mniej. Spółka zapowiadała wprawdzie, że wyniki nie będą imponujące, ale spodziewała się mimo wszystko lepszych rezultatów. Tłumaczy, że w ubiegłym roku znacznie wzrosły koszty surowców, a złoty się umocnił. - Największym problemem były ceny ropy i sprzedaż na Ukrainę. Musieliśmy podjąć decyzję, czy kontynuować nieopłacalny eksport, czy z niego zrezygnować. Postanowiliśmy kontynuować, bo w tym roku całą produkcję na tamten rynek będzie mogła przejąć miejscowa fabryka. To wyeliminuje problemy walutowe - zapewniał po ogłoszeniu wyników Waldemar Pawlak.
Inwestor pomoże?