O tym, jak ścisły jest związek koniunktury giełdowej z debiutami, przekonują liczby. Biorąc pod uwagę tylko spółki notowane do tej chwili, w 2001 r. (gdy trwała bessa) na parkiecie pojawiło się siedem nowych firm. W ub.r. - gdy WIG notował rekordowe wartości - liczba debiutów przekroczyła 30.
Istotny jest zarówno długoterminowy trend obrazujący stan gospodarki i nastawienie inwestorów do akcji, jak też krótkoterminowa sytuacja, zależna przede wszystkim od emocji i nastrojów. Ta druga wpływa głównie na konkretną wycenę akcji sprzedawanych w ofercie, a przede wszystkim na kurs ich debiutu.
Oferty podążają za trendami
Nie jest tajemnicą, że punkty zwrotne koniunktury giełdowej są trudne do przewidzenia. Z drugiej strony, kiedy już dojdzie do takiego przełomu, na rynku potrafią się utrzymywać niekiedy wielomiesięczne tendencje wzrostowe lub spadkowe. Liczba debiutów podąża za panującymi trendami giełdowymi. Spółki wchodzą na parkiet zachęcone kwitnącą koniunkturą, dużym popytem na akcje, a w dużej mierze także sukcesami poprzednich ofert, realizowanych przez firmy, które "przetarły szlaki" dla kolejnych debiutantów. Z drugiej strony, długotrwała bessa działa odstraszająco. Jednak jeszcze w początkach bessy - tuż po załamaniu trendu zwyżkowego - część spółek chce jeszcze "załapać się" na dobrą koniunkturę. Z kolei w początkach hossy firmy i inwestorzy pozostają nieufni wobec zwyżki kursów. Dlatego nie od razu liczba debiutów wyraźnie rośnie. Opóźnienie, z jakim mamy w tym przypadku do czynienia, można tłumaczyć też względami proceduralnymi. Spółka musi przecież sporządzić prospekt emisyjny, przygotować razem z doradcami ofertę czy wreszcie uzyskać dopuszczenia akcji do obrotu giełdowego. A na to wszystko trzeba czasu.
W czasie "wielkiej bessy" w okresie II kw. 2000-III kw. 2001 r. liczba debiutów utrzymywała się na stabilnym, ale niskim poziomie - 2-3 spółki na kwartał (patrz - wykres 1). Kiedy rynek sięgnął dna w III kw. 2001 r., liczba nowych firm na parkiecie zmalała niemal do zera. Taka sytuacja trwała aż do III kw. 2003 r. Tymczasem WIG zyskiwał stopniowo na wartości już od końca 2002 r., a w maju 2003 r. zaczęła się regularna hossa. Boom na rynku pierwotnym miał miejsce dopiero w drugiej połowie 2004 r., kiedy na rynku wtórnym tempo zwyżki osłabło, a kursy wielu mniejszych i średnich firm zaczęły spadać.