Amerykański S&P 500 wkroczył do strefy kluczowego oporu między czerwcowym maksimum (1217 pkt) a marcowym szczytem hossy (1225 pkt). Powrót do niego zajął indeksowi ponad 4 miesiące. W podobnym położeniu jest Nasdaq Composite, który zmierza ku poziomowi 2178 pkt. Ze względu na bliskość tych barier warto się zastanowić, co może czekać rynek w dalszej kolejności.
Optymistyczny scenariusz to pokonanie szczytu. Byłby to mocny sygnał kupna, zachęcający kolejnych inwestorów do włączenia się do gry. O ile może wówczas urosnąć jeszcze S&P 500? Minimalny zasięg ruchu w górę można próbować oszacować na podstawie szerokości krótkoterminowej konsolidacji. S&P 500 znajdował się w niej od czasu ustanowienia wspomnianego wyżej czerwcowego szczytu (1217 pkt). Dolny przedział konsolidacji to z kolei 1190 pkt - czerwcowy dołek. Wynika stąd, że szerokość tego trendu bocznego wynosi 27 pkt. Jest zatem szansa, że o tyle właśnie pójdzie w górę indeks w stosunku do pokonanego ostatnio czerwcowego maksimum.
Zwyżka ta mogłaby wynieść S&P 500 do 1244 pkt. To minimalny krótkoterminowy zasięg ruchu. Trzeba przy tym zauważyć, że poziom ok. 1240 pkt ma też znaczenie z długoterminowego punktu widzenia. Na tej wysokości znajduje się bowiem 61,8-proc. zniesienie wielkiej bessy z lat 2000-2002. To sugeruje, że pokonanie marcowego szczytu wcale nie musi od razu przynieść wielkiej fali zakupów akcji.
Szanse na szybie przebicie tej bariery zmniejsza wykupienie rynku sygnalizowane przez wskaźniki. Co stanie się, gdy S&P 500 odbije się od oporu? Istnieje zagrożenie, że konsekwencją będzie silny ruch w dół. Prawdopodobny będzie wówczas powrót indeksu do najbliższego średnioterminowego wsparcia, jakim jest linia trendu wzrostowego biegnąca po serii dołków począwszy od kwietnia. Obecnie znajduje się ona na wysokości ok. 1200 pkt. Jeśli zostanie utrzymane to wsparcie, sytuacja nie ulegnie zasadniczemu pogorszeniu. Pozostaną szanse na atak na szczyt hossy.