Porównując zachowanie naszego rynku z wczorajszej sesji do zachowaniem innych rynków w Europie trzeba zauważyć, że zakończyliśmy notowania na dość przyzwoitych poziomach. Indeks doszedł w pobliże zamknięcia ze środy, a kontrakty straciły 0,68%. Mogło być przecież znacznie gorzej, bo poranne nastroje nie były zbyt optymistyczne. To dzięki nim ceny spadły do 2157 pkt. W ramach tego spadku pokonany został poziom wsparcia w postaci dołków z 4 i 19 sierpnia br.
Warto było pamiętać, że to jednak nie ten poziom był kluczowym dla analizy rynku. Już wcześniej za znacznie ważniejszy z tego punktu widzenia uchodził poziom konsolidacji z drugiej połowy lipca br. Wspominaliśmy o tym także na tych łamach. Dopiero przełamanie tego poziomu będzie oznaczało potencjalne problemy posiadaczy długich pozycji. Zatem do faktu zejścia pod 2170 pkt należało podejść ze spokojem.
Jako ciekawostkę można uznać fakt, że wczorajszy spadek cen kontraktów zakończył się na poziomie linii trendu wzrostowego. Piszę tylko o ciekawostce, bo już wcześniej zakładaliśmy, że nie jest to w tej chwili zbyt poważne narzędzie. Przypomnę, że wiarygodność linii była obciążona zbyt dużym jej nachyleniem, które mogło doprowadzić do mało znaczących przebić.
Okazało się, że ceny się od niej odbiły, ale nawet gdyby linia została pokonana, nie miałoby to prawdopodobnie większego znaczenia z punku widzenia inwestorów. Oprócz wspomnianej niższej wiarygodności nie można nie zauważyć, że na wczorajszej sesji aktywność graczy była ponownie niska. Tym samym wiadomo było, że faktycznych rozgrywających na rynku nie ma. Zatem każdy większy ruch zostałby przyjęty z powątpiewaniem. Sygnał, by był wiarygodny, potrzebuje potwierdzenia w większym obrocie.