Kilka dni temu Sanwil uruchomił nową maszynę, pierwszą z trzech, których zakup jest współfinansowany ze środków unijnych. Dzięki niej największy w Polsce producent sztucznej skóry może wprowadzić na rynek bardziej "szlachetne" od dotychczasowych materiały. Liczy na zainteresowanie odbiorców. Wychodzi też - jak twierdzi - jeszcze bardziej naprzeciw ich oczekiwaniom. Dlatego w połowie miesiąca podpisał umowę o stałej współpracy z włoskim projektantem.
Wzrośnie sprzedaż?
- Klienci oczekują od nas wskazówek co do trendów mody, np. w sektorze kaletniczym czy obuwniczym. Udział w targach to jednak za mało, by się w tej kwestii wypowiadać. Na świecie jest kilka osób, które decydują o wzornictwie takich wyrobów, jak nasze. Z jedną z nich podpisaliśmy kontrakt - zapewnia prezes Rudnicki. Nie ujawnia nazwiska Włocha, ponieważ jest on jeszcze związany z innymi firmami z branży. - Już teraz jego opinie mają wpływ na naszą produkcję i wzornictwo. Przygotuje kolekcję, którą zaoferujemy z początkiem przyszłego roku - mówi J. Rudnicki.
Rozszerzenie asortymentu oraz poprawa jakości mają spowodować wzrost przychodów. - Chcemy wejść na nowe rynki, np. odzieżowy, oraz zwiększyć sprzedaż do dotychczasowych klientów, np. z sektora obuwniczego - ale w segmencie obuwia luksusowego, kaletniczego czy tapicerskiego, w tym motoryzacyjnego - zapowiada prezes Jacek Rudnicki. Koszty? Nowa maszyna pochłonęła 175 tys. euro. Połowę firma odzyska z funduszy unijnych. Projektant będzie otrzymywać prowizję. Ma pomóc w zwiększeniu eksportu, zwłaszcza do Europy Zachodniej, gdzie ceny materiałów powlekanych są dużo wyższe niż w Polsce.
Wyniki się nie pogorszą