Takich na razie było jeszcze zbyt mało.
Przyjemności oceny ostatnich giełdowych wydarzeń pozbawiać się jednak nie
zamierzam. Należy zwrócić uwagę, że impulsem do wzrostu giełdowych indeksów
stała się w zeszłym tygodniu nie siła gospodarki, ale paradoksalnie sygnały
świadczące o gospodarczym spowolnieniu. Hossę na rynkach wschodzących
nakręcała drożejąca ropa, a na zachodnich parkietach inwestorzy rewidowali w
dół prognozy wzrostu gospodarczego i dyskontowali skrócenie cyklu podwyżek
stóp procentowych. W obu przypadkach argumenty te nie mogą być podstawą do
trwałej hossy.
Zacznijmy od spojrzenia na rynek amerykański. Główne giełdowe indeksy
skończyły tydzień na plusach, mimo że spływające na rynek dane były po
prostu fatalne. Oczywiście tematem numer jeden był "huraganowy" wzrost cen
ropy. Inwestorzy musieli rozstrzygnąć, czy rekordowe ceny surowca przełożą
się na inflację zmuszając FED do kolejnych podwyżek stóp procentowych, czy
też destrukcyjny wpływ tego czynnika na gospodarkę będzie na tyle silny, że
cykl podwyżek będzie krótszy. Wygrała gołębia interpretacja, a przesądziły o
tym dwa argumenty. Po pierwsze sezonowość na rynku ropy wskazuje, że na
przełomie września i października będziemy mieli szczyt. Oczywiście wciąż
zagadką pozostaje z jakiego poziomu rozpocznie się spadek (uwolnienie
strategicznych rezerw nic nie zmienia, bo nie ma ich gdzie przerobić), ale
od października do połowyane makro.
Rewizja PKB rozczarowała - zamiast oczekiwanych 3,4%, roczna dynamika w
drugim kwartale wyniosła tylko 3,3%. Indeks Chicago PMI obrazujący aktywność
przemysłu w regionie środkowego zachodu USA spadł w sierpniu do 49,2 pkt., z
63,5 pkt. w lipcu. To największy spadek w historii indeksu. Co gorsza, po
raz pierwszy od 27 miesięcy indeks znalazł się poniżej 50 pkt.,
oddzielających rozwój sektora od jego spowolnienia. Subindeks nowych
zamówień spadł z 69,6 pkt. do 46,5 pkt. Rozczarowanie potwierdził
zdecydowanie ważniejszy indeks ISM obrazujący kondycję amerykańskiego
sektora przemysłu, który zamiast wzrostu do oczekiwanych 57,0 pkt. spadł do
53,6 pkt. (nowe zamówienia spadły z 60,6 pkt. do 56,4 pkt.). Jakby tego było
mało, piątkowy raport z rynku pracy pokazał, że zatrudnienie w przemyśle
spadło o kolejne 14 tys. i tym samym liczba miejsc pracy w tym sektorze
wróciła do poziomu z początku 2004 roku. Nad przemysłem zbierają się czarne
chmury.
Alarmujące dane wynikają również z dochodów i wydatków Amerykanów. Stopa
oszczędności spadła do (-0,6%) czyli do poziomów najniższych od kiedy
zaczęto zbierać miesięczne dane (od 1959 r.) WYKRES_OSZCZEDNOSCI.gif.
Amerykanie żyją na coraz większych kredytach, a "efekt bogactwa" jak na
razie zapewnia zarówno siła rynku akcji, jak i hossa na rynku nieruchomości.
Rządowa agencja OFHEO (Office of Federal Housing Enterprise Oversight)
podała w czwartek, że średnia cena domu w USA wzrosła o 13,4% w ciągu
ostatniego roku WYKRES_DOMY.gif . W niektórych stanach (Floryda, California,
Nevada i Arizona) wzrost cen dochodził do 30%. Chwilo trwaj...
Należy przy tym zauważyć, że wszystkie te dane pokazują stan amerykańskiej
gospodarki sprzed huraganu Katrina. Negatywny wpływ tego wydarzenia na
wzrost PKB można szacować na -0,5% w III kw. 2005 r. i nawet -0,6% w IV kw.
W świetle tych danych i wydarzeń nie dziwi fakt, że inwestorzy uznali iż FED
znacznie mocniej przejmie się teraz ryzykiem spowolnienia wzrostu
gospodarczego, niż ryzykiem wzrostu inflacji. Najlepiej obrazuje to
rentowność 10 letnich obligacji, która zaledwie w ciągu tygodnia spadła o
0,16% poniżej bariery 4,0% WYKRES_Obligacje.gif . Zaledwie 3 tygodnie temu
rentowność wynosiła 4,43%. Tak tani amerykański pieniądz po raz kolejny,
analogicznie do przełomu maja i czerwca, zachęcił globalne fundusze
inwestycyjne do szukania zysków na rynkach akcji. Szczególnie łatwym do tego
celem są rynki wschodzące.
Pretekstem do giełdowej euforii stała się drożejąca ropa, która na
niebotyczne poziomy wywindowała spółki paliwowe. Zachodni kapitał przetoczył
się przez większość parkietów z naszego regionu (Polska, Węgry, Czechy,
Rosja) i nie miało przy tym większego znaczenia, w jakiej skali kurs danej
spółki powinien reagować na wzrost cen ropy. W tym tygodniu rosło wszystko,
co miało cokolwiek wspólnego z paliwami. Można przy tym nieco szyderczo
zapytać, czy któraś ze spółek obuwniczych nie planuje importować ropy, tak
jak to kiedyś ochoczo zmieniano branże na internetową ?
W takim rynkowym otoczeniu powodzenie oferty PGNiG jest niemal pewne i
działa to jak samo sprawdzająca się przepowiednia. Dobra giełdowa
koniunktura zwiększa szansę na sukces oferty PGNiG, a widmo sukcesu oferty
poprawia nastroje i przyciąga na nasz parkiet zagraniczne fundusze
inwestycyjne. Natomiast przestrzegam, że w przypadku maksymalnej ceny
emisyjnej (2,98 zł) indywidualni inwestorzy pewności zarobku nie tylko nie
mają, ale wręcz (przy obecnych kursach innych spółek) nie powinni go
oczekiwać, po uwzględnieniu opłat i prowizji.
Nie można nie wspomnieć o wydarzeniach na rynku długu i rynku wozostawiają alternatywy. W środę Rada potwierdziła słuszność tych
oczekiwań, a opublikowanie projekcji inflacji i komentarze na temat tego
dokumentu przekonały rynek, że wbrew opiniom niektórych członków (D.Filar)
jeszcze nie "wyczerpała się przestrzeń do obniżek stóp". Niektórzy analitycy
hossę na GPW przypisali właśnie wyłącznie tym wydarzeniom, co nie do końca
jest zgodne z prawdą. RPP była jedynie czynnikiem, który zdynamizował napływ
kapitału na nasz rynek. Ale zagraniczne fundusze szturmowały przecież także
rynek czeski i węgierski. Od środy oglądaliśmy dynamiczne umocnienie nie
tylko złotego (koszyk najmocniejszy od marca), ale także czeskiej korony
oraz węgierskiego forinta. Większą uwagę przywiązywałbym tutaj do
wspomnianego wyżej "taniego" pieniądza w USA. Dalszy spadek rentowności
amerykańskich obligacji, niezależnie od jego podstaw, pozwoli na dalszy
przepływ środków na rynki wschodzące.
Na koniec jeszcze jedna uwaga odnośnie RPP. Rada musi przyjąć w tym miesiącu
założenia polityki pieniężnej na przyszły rok. Trwa dyskusja nad ewentualnym
zrezygnowaniem z podawania nastawienia w polityce pieniężnej. Złośliwie
zauważyłbym, że byłoby to rozwiązanie korzystne. Potwierdziliby to zapewne
analitycy oceniający banki centralne w ankiecie Reutera, gdzie nasze
orły-sokoły-gołębie-jastrzębie wypadły bardzo słabo i zostały skrytykowane
za chaos w komunikacji z rynkiem. W szczególności dotyczy to właśnie kwestii
nastawienia, jak i indywidualnych wypowiedzi poszczególnych członków Rady,
które niemal zawsze są ze sobą sprzeczne. Co ciekawe, reakcją banku
centralnego na opublikowanie tej ankiety we wtorek, było opublikowanie
projekcji inflacji ... w nocy ze środy na czwartek. Oczywiście bez
wcześniejszego sprecyzowania momentu publikacji. Jak widać długa droga przed
bankiem centralnym. Samo zlikwidowanie nieumiejętnie stosowanego instrumentu
nastawienia na pewno komunikacji z rynkiem nie poprawi. Być może
rozwiązaniem byłoby wpisanie do protokołu nie tylko wyników głosowań, ale i
krótkich opinii poszczególnych członków Rady ?
[email protected]