Do końca przyszłego tygodnia trwa w BOŚ promocja kredytów mieszkaniowych, denominowanych we franku szwajcarskim. Bank chwali się niskim oprocentowaniem. Produkt byłby bardzo korzystny dla klientów, gdyby nie najniższe na rynku kursy wypłaty kredytu.
Gdyby brać pod uwagę wczorajsze kursy, klient starający się o kredyt w wysokości 100 tys. franków, w Millennium otrzymałby 249,9 tys. zł, a w BOŚ tylko 244,8 tys. Obowiązujący w tym czasie średni kurs NBP wynosił 2,5607 zł. W przypadku BOŚ różnica między ustalonym przez bank kursem wypłaty kredytu a średnim kursem NBP wynosiła 4,4%. W innych bankach wahała się między 2,4% a 3,6%.
- Trzeba to potraktować jako ukrytą jednorazową prowizję - stwierdził Jacek Furga, wiceprezes Śląskiego Banku Hipotecznego z grupy ING BSK. W ING z zasady proponowane są kredyty złotowe. Z podobnego podejścia znane są Pekao i Bank Zachodni WBK.
- To jest sięganie przez banki po te elementy dochodów, których klient nie widzi gołym okiem. Nikt nie zakłada, że za odniesieniem do tabel bankowych może się kryć prowizja przewyższająca wszystko to, co jest pobierane oficjalnie - dodał Furga.
Klientom różnice kursowe nie przeszkadzają. Jak usłyszeliśmy w BOŚ, promocja cieszy się dużą popularnością. Zainteresowani kredytem pytają wręcz, czy nie ulegnie przedłużeniu. I nie ma skarg związanych z kursami wymiany. O tym, że klienci nie skarżą się w tym względzie na banki powiedział nam również Jerzy Bańka ze Związku Banków Polskich.