Pierwszy Mazowiecki Urząd Skarbowy (PMUS) wydał decyzję, zgodnie z którą fundusz powinien mu zapłacić 3 mln zł z odsetkami. Fiskus uznał, że Piast odprowadził za małą daninę z tytułu zakupu własnych akcji w celu umorzenia (buy back). Do transakcji doszło w sierpniu 2003 r. Była efektem wezwania. NFI kupił w nim 7,6 mln walorów po 6,6 zł. Na koniec czerwca br. aktywa netto spółki wynosiły 27 mln zł. PMUS upomina się więc o co najmniej 11% jej majątku.
Skąd się wzięły 3 mln zł?
W 2003 r. buy back był co do zasady obłożony 15-proc. podatkiem (wcześniej przepisy były w tej kwestii niejasne, a praktyka urzędów różna). Fundusz wziął to pod uwagę. Jednocześnie jednak uznał, że danina nie dotyczy osób fizycznych, które sprzedały mu papiery kupione wcześniej na giełdzie lub w ofercie publicznej. Dlaczego? Bo do końca 2003 r. zyski ze sprzedaży tak przejętych walorów były zwolnione z podatku dochodowego. Fiskus zwraca jednak uwagę, że 15-proc. stawka dotyczyła dochodów z tytułu udziału w zyskach osób prawnych (tak klasyfikowany jest buy back), a wspomniane zwolnienie - dochodów z tytułu odpłatnego zbycia papierów wartościowych. Innymi słowy, że chodzi tu o dwa różne źródła dochodów, zwolnienie dotyczyło zaś tylko jednego z nich.
Piast dokonał innej interpretacji i nie pobrał podatku od osób, które sprzedały mu akcje o wartości przeszło 20 mln zł. Powinien to zrobić i odprowadzić do urzędu dodatkowo ponad 3 mln zł - orzekł PMUS.
- Decyzja jest absurdalna - komentuje prezes NFI Paweł Gieryński. - Odwołamy się od niej. Nie bierzemy pod uwagę innego scenariusza niż wygrana. O tym, że mamy rację, świadczą opinie prawników i doradców podatkowych. Nie widzę żadnego ryzyka dla funduszu. Tym bardziej że występowaliśmy jako płatnik, a podatnikiem byli w tym przypadku akcjonariusze. W grę wchodzą więc ewentualnie roszczenia regresowe w stosunku do nich. Ale powtarzam: decyzja urzędu to absurd.