W ostatnich dwóch latach niemal jedna trzecia firm zdołała sprzedać swoje akcje po cenie równej górnej granicy wyznaczonych widełek. W tym gronie były Zelmer, PKO BP oraz Ciech - spółki Skarbu Państwa. Przedsiębiorstwa, za papiery których inwestorzy zgadzali się płacić maksymalną cenę, korzystnie wypadały podczas debiutu. Przeciętnie przyniosły 14,7% zysku na zamknięciu pierwszych notowań. Dla pozostałych spółek było to zaledwie 3,6%. Tylko raz debiut wypadł pod kreską, gdy cena emisyjna była równa górnej granicy widełek. Okazuje się, że w krótkim terminie dla inwestorów większe znaczenie mają czynniki popytowe niż fundamentalna wycena.
Zresztą, czy akcje są drogie, czy nie, często jest rzeczą względną. Przeważa myślenie, że jeśli za coś uzyskuje się wysoką cenę, to znaczy, że jest na to duży popyt. Jeśli do tego występują redukcje, można domniemywać, że utrzyma się również na rynku wtórnym. Ci, których zlecenia zostały zredukowane na rynku pierwotnym, będą uzupełniać portfele na wtórnym. Tak było w przypadku PKO BP. Z tym jednak, że bank został największą spółką na rynku i szybko stał się uczestnikiem indeksów giełdowych (WIG już po niecałym tygodniu od pojawienia się na giełdzie, po pięciu tygodniach WIG20). Co ważniejsze, zdobył w nim pokaźny udział. To generowało popyt ze strony inwestorów instytucjonalnych, których portfele w dużym stopniu odwzorowują skład indeksów. PGNiG tak dużego udziału mieć nie będzie. Z szacunków PARKIETU wynika, że może to być 2-4%.
Koszty zabiorą ok. 5 procent
Szacunki dotyczące przebicia podczas pierwszych notowań - oparte na przykładach spółek, które sprzedały akcje po maksymalnej cenie z widełek oraz redukcji zleceń - pozwalają przypuszczać, że ci, którzy zaciągnęli kredyt na zakup akcji PGNiG, zrobią dobry interes. Inwestorzy indywidualni złożyli zapisy 14,8 razy przekraczające przeznaczoną dla nich pulę. To oznacza, że dostaną nieco mniej niż 7% zamówionych papierów. Jeśli złożyli zapis na maksymalną dopuszczalną liczbę, czyli 200 tys. sztuk, otrzymają walory warte 40,27 tys. zł. Zakładając, że zapłacili 0,2% prowizji od kredytu w zależności od jego wielkości, muszą zarobić na debiucie od 2,5% (jeśli lewar wyniósł 500%) do 2,9% (jeśli skorzystali z maksymalnego lewara 9000%), by pokryć koszty prowizji. Dalsze około 2% trzeba przeznaczyć na prowizje maklerskie od kupna i sprzedaży papierów. To oznacza, że ok. 5% zabiorą koszty przeprowadzenia całej operacji. Przy 14,7-proc. przebiciu oznaczałoby, że 4 741-4 928 tys. zł zostaje jeszcze w kieszeni.
Jednak jeśli ktoś zapisał się na mniejszą liczbę akcji, skorzystał z mniejszego kredytu i zapłacił wyższą prowizję (w obliczeniach przyjąłem, że jest to 0,4%), będzie "potrzebować" debiutu o ok. 7,5% przekraczającego cenę emisyjną, by wyjść na plus.