Już 10-krotna nadsubskrypcja podczas oferty publicznej Barlinka zapowiadała udany debiut spółki. Inwestorzy najwyraźniej zignorowali też roszczenia wysuwane przez konkurenta firmy - szwedzkiego Vallinge, dotyczące rzekomego "naśladownictwa" przez Barlinek rozwiązań opatentowanych przez tę spółkę. Wczoraj, podczas debiutu, zdecydowanie przeważali kupujący walory producenta deski barlineckiej, nad inwestorami, którzy zdecydowali się już zrealizować zyski.
Instytucje trzymają
A były one niemałe. Akcje Barlinka, mimo że w ofercie publicznej były sprzedawane po maksymalnej cenie z ustalonego przedziału (6,4-7,3 zł), wczoraj już nie można było kupić taniej niż po 8,2 zł. Na koniec sesji płacono za nie 8,25 zł, czyli o 13% więcej niż wynosiła cena emisyjna. To najwyższy wczorajszy wzrost spośród wszystkich firm notowanych na GPW. Pod względem obrotów Barlinek również prześcignął większość warszawskich blue chips. Przeszło 54 mln zł to ósmy pod względem obrotu rezultat. Handel prawami do akcji (wzrosły o 12,3%) był niemal dziesięciokrotnie mniejszy, co oznacza, że inwestorzy instytucjonalni nie wyzbywali się walorów spółki (PDA Barlinka przydzielono wyłącznie inwestorom finansowym).
Ambitne plany
- Cieszy ciepłe przyjęcie Barlinka przez inwestorów giełdowych. Sądzimy, że również w długim terminie akcje spółki będą bardzo dobrą inwestycją. Zrobimy wszystko, żeby utrzymać ponadprzeciętną rentownosć. A pieniądze z giełdy na pewno ułatwią nam dalszy rozwój - mówi Paweł Wrona, prezes Barlinka. Z emisji 8 mln akcji spółka pozyskała ponad 58 mln zł. Chce je przeznaczyć na budowę kolejnej fabryki podłóg drewnianych wartości około 130 mln zł (będzie posiłkować się kredytami bankowymi). W ciągu dwóch miesięcy mamy poznać lokalizację zakładu (Ukraina, Rosja czy Rumunia).