"Najważniejsze, że Polska zwyczajnie jest piękna, że jest w niej wiele piękna płynącego z krajobrazu, z układu rzek, z gatunków drzew, z łąk, z morza, z gór. Jest piękna zmiennością klimatów, atmosferą świąt, zimą, wiosną, kolorami października, grozą listopada, letnią zielenią i barwą jezior". Tylko kilka minut zajęło mi znalezienie w archiwum "Tygodnika Powszechnego" odpowiednio nastrojowego cytatu autorstwa Janusza Palikota.
Skoro już jesteśmy w nastroju, to może jeszcze jeden? "Dziś obraz przedsiębiorcy w Polsce nie jest może tak zły jak polityków, ale i niewiele lepszy. Zaszkodziły mu zwłaszcza ostatnie komisje sejmowe. Nie bez winy są, oczywiście, ich bohaterowie, czyli sami ludzie biznesu. Warto jednak - w szeroko rozumianym interesie społecznym - przejść do ofensywy i powalczyć o wizerunek polskiego przedsiębiorcy".
Świeżo upieczony poseł walczył od ładnych paru lat. Miałem okazję posłuchać pierwszy raz prawie siedem lat temu, w "Gazecie Bankowej". Przyszły parlamentarzysta już wtedy zwracał uwagę niebanalnością. I już wtedy można było się pewnie spodziewać (ale ja na to nie wpadłem), że na prywatnym biznesie się nie skończy. Że będzie i udział w prywatyzacji. No i oczywiście, że będzie też polityka. Przez duże PO. I mandat. Od wyborców, rzecz jasna.
Teraz walka może pójść pełną parą. Trzeba tylko wybrać odpowiednią komisję i obraz przedsiębiorcy za chwilę będzie się poprawiał. Gospodarka? Finanse? Edukacja? Blisko, blisko. Ja bym był za etyką. Przekonał mnie wczorajszy PARKIET: "Nie widzę konfliktu interesów wynikającego z tego, że będę jednocześnie posłem i szefem rady nadzorczej giełdowej spółki" - to trzeci cytat z naszego złotoustego bohatera.
Oczywiście, że nie ma żadnego konfliktu. Może nawet będzie łatwiej. Przy dyskusjach o akcyzie czy o wychowaniu w trzeźwości. Gdy do nich dojdzie - wypowiedzi posła Palikota powinny być śledzone ze szczególną uwagą. Nie ze względu na jakiś tam konflikt interesów. Po prostu dlatego, że wie, co mówi. Chyba po to wybiera się posłów, żeby mówili do rzeczy? Radę nadzorczą można chyba potraktować jako sposób na to, żeby być "bliżej ludzi".