Od ustalenia 12 października ceny emisyjnej papierów Puław indeks WIG stracił przeszło 3%. Miesięczna stopa zwrotu dla tego wskaźnika jest ujemna i wynosi ponad minus 6%. W momencie gdy na giełdzie pojawiły się PDA PGNiG, sytuacja była odwrotna. Mieliśmy kulminację fali wzrostowej, trwającej od wiosny tego roku. Od ustalenia ceny emisyjnej dla PGNiG do debiutu na parkiecie WIG zyskał prawie 2,5%, a przez miesiąc do jej pierwszych notowań ponad 8%. To proste porównanie uzasadnia ostrożność co do oczekiwanego przebicia PDA Puław.
Z ankiety, jaką przeprowadziliśmy wśród analityków, wynika, że Puławy zadebiutują tylko nieznacznie powyżej ceny emisyjnej. Na otwarciu można się spodziewać kursu w granicach 56-57 zł. Ten debiut nie przyniesie kokosów - uważają analitycy. Niektórzy inwestorzy spodziewają się nawet 70 zł za akcję. - Nie ma żadnego uzasadnienia dla takiego kursu - mówi jeden z ankietowanych przez nas analityków. W ich ocenie już wzrost o 10% byłby dużym sukcesem, a z drugiej strony, możliwy jest również debiut "poniżej kreski" - do 5%.
Wysoka redukcja wcale nie musi prognozować udanego debiutu, czego najlepszym przykładem był Polmos Białystok.
Ze względu na 96-proc. redukcję zleceń w transzy inwestorów indywidualnych, w trudnej sytuacji są ci, którzy przy zapisie posiłkowali się kredytem. Jeśli prowizja od jego zaciągnięcia wyniosła 0,2% i skorzystaliśmy z maksymalnego dostępnego "lewara" (9000%), to posiadając 10 tys. zł własnych środków zarobimy mniej niż 1100 zł, jeśli zysk pierwszego dnia wyniesie 7,9% (średnia dla 29 tegorocznych debiutantów). Z tego część zysku trzeba przeznaczyć na prowizję maklerską. Jeśli korzystaliśmy z mniejszego kredytu przy takim przebiciu, zarobek będzie symboliczny. Jednocześnie przy stopie zwrotu poniżej 4% korzystający z dużych "lewarów" będą wyraźnie pod kreską.