Analitycy z banku BPH obliczyli, że wzrost wynagrodzeń był największy od 2001 r. W okresie styczeń-październik pensje były średnio o 2,9% większe niż przed rokiem. W ocenie Ryszarda Petru, głównego ekonomisty BPH, październikowe przyspieszenie to raczej zjawisko jednorazowe niż zmiana tendencji. Przed opublikowaniem danych październikowych, najwyższy wskaźnik w tym roku odnotowano w czerwcu, gdy przeciętne wynagrodzenie zwiększyło się o 4,5% rok do roku. We wrześniu wzrost wyniósł 1,8%.

Skąd wzięła się październikowa podwyżka aż o 6,4%? - Tego na razie nie wiadomo, bo dopiero za kilka dni GUS opublikuje szczegółowe dane dotyczące wynagrodzeń w poszczególnych sektorach gospodarki - mówi Karolina Sędzimir, ekonomistka PKO BP. Jej zdaniem, niespodziewany skok mógł być spowodowany dwoma czynnikami.

- We wrześniu mieliśmy spadek przeciętnych wynagrodzeń w sektorze poczta i telekomunikacja. Można przypuszczać, że to efekt niewypłacenia premii, które zostały przesunięte na październik. Z kolei w 2004 r. mieliśmy odwrotną sytuację - twierdzi ekonomistka. - Poza tym można przypuszczać, że wzrost gospodarczy w Polsce stopniowo przekłada się na rynek pracy - dodaje. Według analityków z BRE, na wysoką dynamikę płac mogła też mieć wpływ wypłata premii w KGHM i innych spółkach surowcowych.

GUS podał również, że w przedsiębiorstwach zatrudnionych było w październiku 4797,5 tys. osób. Oznacza to wzrost o 2,1% rok do roku. - To jest niezły wynik - komentuje K. Sędzimir. Jej zdaniem, bezrobocie w październiku spadło do 17,4% z 17,6% we wrześniu i jeszcze bardziej obniży się w listopadzie. - To efekt wejścia w życie niektórych przepisów ustawy o promocji zatrudnienia, m.in. wprowadzenia utrudnień w łączeniu statusu bezrobotnego z pracą na czarno - wyjaśnia ekonomistka.