obligacji pokazywał ekstremalnie negatywne nastawienie analityków i
zarządzających, porównywalne tylko z tegorocznym kwietniowym szczytem.
Rentowność 10-letnich obligacji sięgała na początku listopada 4,68% i w
ostatnich dwóch tygodniach rynek leczył się z pesymizmu sprowadzając
rentowność aż do 4,44%. Największa korekta od sierpnia. Tym samym właśnie w
środę przełamana została linia dwumiesięcznego trendu wzrostowego
(rentowności).
Jeśli zasadnym byłoby w tym kontekście analizowanie danych makro, to warto
wiedzieć, że wartość bazowa inflacji w USA za październik prognozowana była
na +0,1% a serwisy podały wartość 0,2%. Tyle tylko, że jest to wartość którą
się zaokrągla. Bez zaokrąglenia mamy +0,248%. Chyba jeszcze nigdy tak
niewiele, nie znaczyło przy tych danych tak wiele. Jeśli zestawić to z
faktem, że dzień wcześniej subindeksy cen w NY Empire State Index (prices
paid, prices received) po raz kolejny wzrosły (odpowiednio z 57,3 do 60,6 i
z 15,6 do 20,2), to chyba oczywistym pozostaje, że tym razem to nie dane
makro, ale technika i nastroje najmocniej wpływały na rynek obligacji.
W tym roku w maju, a potem w sierpniu początek bardzo dynamicznych fal
wzrostowych na GPW poprzedzał właśnie wyraźny spadek rentowności w USA.
Oczywiście były to ruchy o znacznie większej skali niż w ostatnich dwóch
tygodniach. Tak samo sierpniową i październikową korektę na GPW wywoływane
były przez przecenę amerykańskich papierów skarbowych. To bowiem odciągało
zagrgacji (USA) w ostatni czwartek spotkał się
jeszcze na kontraktach z ekstremalnie rozciągniętą ujemną bazą i wyraźnymi
sygnałami kupna wynikającymi z analizy technicznej. Na rynku terminowym
inwestują głównie indywidualni inwestorzy, dla których w większości takie
sygnały techniczne często ważniejsze są od wszelkich fundamentów. Mieszanka
więc wybuchowa i faktycznie były fajerwerki (ze świecą szukać takich białych
świec na wykresach). Teraz trzeba się zastanowić, czy jest to początek nowej
dynamicznej fali wzrostowej, czy też jedynie dopełnienie formacji podwójnego
dna i jeszcze nie czas na ruch w górę.
Ja już wcześniej deklarowałem, że w listopadzie oczekuję nerwowej
konsolidacji ograniczonej przez październikowe ekstrema i wydarzenia
ostatniego tygodnia dalej wpisują się w taki scenariusz. Demonstracyjny
czwartkowy wzrost, ze względu na niewielką rozpiętość i czas wcześniejszej
dwutygodniowej konsolidacji jest tylko sygnałem krótkoterminowym.
Zrealizowaliśmy tym ruchem zasięg wzrostu wynikający z podwójnego dna i z
rozpiętości konsolidacji, a teraz na poziomie szczytu hossy z pierwszych
październikowych sesji szanse obu stron rynku są wyrównane. Moim zdaniem
nawet jeśli na fali tego optymizmu zaatakujemy teraz szczyty hossy na WIG20
(kolejny analogiczny ruch do zachowania indeksu WIG20 w 2004 r.), to nie
będzie to raczej test udany. Na zaklinanie rynku rajdami Św. Mikołaja czas
przyjdzie najwcześniej w grudniu.
Takie rozwiązanie sugeruje teraz giełdowy kalendarz, a szczególnie jego
najbliższa czwartkowa kartka. 24 listopada to Święto Dziękczynienia, a co za
tym idzie rynki amerykańskie nie pracują. W piątek sesje na większości
rynków są skrócone (NYSE 3 godziny krócej) i zanotujemy rekordowe niskie
obroty w całym roku, gdyż większość inwestorów rozjedzie się po całych
Stanach. Praktycznie można więc uznać, że 4 dni nie pracują amerykańskie
giełdy, a przygotowanie do tego długiego weekendu o ile już od poniedziałku
nie spowoduje zmniejszenia aktywności, to na pewno spowoduje negatywną ocenę
wiarygodności każdego znaczącego ruchu zarówno na amerykańskim rynku długu,
jak i akcji. Tym bardziej, że w tym tygodniu nie będzie żadnych istotnych
danych makro. Reszta świata oczywiście też odpocznie. Na GPW nie ma reguły
co do świątecznych dni w USA. Czasami aktywność jest zerowa, a czasami kilku
dużych graczy wykorzystuje takie sesje do jakiegoś spekulacyjnego ruchu,
którego nie ma wtedy co popsuć. Tego ostatniego przewidzieć się nie da, więc
należy założyć marazm.
GPW czekać też będzie na opublikowanie danych o PKB za trzeci kwartał, które
podane zostaną dopiero 29 listopada. W międzyczasie poznamy jeszcze sprzedaż
detaliczną, ale nikt nie ma wątpliwości, że PKB będzie ważniejszy (należy
oczekiwać 3,4-3,5%). Tym bardziej, że w dniu publikacji rozpoczyna się też
posiedzenie RPP. W tej chwili nie dawałbym żadnych szans na obniżkę stóp
procentowych. Głównie z powodów politycznych, czyli wątpliwości co do
faktycznego kształtu programu gospodarczego. Skoro partie polityczne
potrafią "oszukać" kilkanaście milionów wyborców i zrobić koalicje przeciwne
wszelkim deklaracjom, a Andrzej L. staje się "liberałem" (to ruch do
zatopienia PO ?), to członkowie RPP mogą uwzględniać jedynie działania
rządu, a nie jego jakiekolwiek deklaracje.
O tym, że deklaracje nie są zbyt wiele warte świadczy expose premiera, w
którym obiecuje znieść giełdowy podatek. Potem doradcy rozszerzyli to
jeszcze na podatek Belki, a wszystkiemu z wdziękiem godnym sławnego wywiadu
dla Financial Times zaprzeczyła minister finansów. Wspominam o tej kwestii
też dlatego, że zniesienie tych (obu) podatków ktoś mógłby uznać zazyniło się do wzrostu
zainteresowania m.in. funduszami inwestycyjnymi. Oczywiście nie jest tak, że
teraz odejście od podatku Belki spowoduje analogiczny przepływ kapitału na
lokaty bankowe. Na pewno jednak kwestie podatkowe w tym przypadku nie
powinny być byczymi argumentami, co wielokrotnie słyszałem w ostatnim
tygodniu. Tym bardziej, że trendy na GPW ustala teraz przecież zagranica.
Na koniec spójrzmy na wykresy światowych giełd gdzie rysuje się bardzo
wyraźna różnica między indeksami zachodnich giełd (Euroland i USA), a
rynkami naszego regionu, czyli Polska plus Czechy i Węgry. Większość
zachodnich głównych indeksów odrobiła wszystkie straty z październikowej
korekty i ustanowiła nowe szczyty. W niektórych przypadkach, jak S&P500,
Nasdaq, niemiecki DAX, czy angielski FTSE, są to jednocześnie poziomy nie
widziane od 2001 roku. Wydarzeniem trochę symbolicznym było też piątkowe
kosmetyczne poprawienie szczytu z 7 maja 2001 roku przez japoński Nikkei,
ale to już inna bajka. Wyjątkiem z głównych rynków pozostaje francuski CAC40
gdzie bycze argumenty spłonęły razem z samochodami.
W tym towarzystwie zdecydowanie słabiej prezentują się indeksy wspomnianych
emerging markets. Żaden z nich nie poprawił rekordów. Czeskiemu PX50 brakuje
6,4%, węgierskiemu BUX dokładnie dwa razy tyle. Najszybciej październikowe
straty odrobił polski WIG20, który do szczytu ma już tylko 3%. To
zestawienie utwierdza mnie tylko w przekonaniu, że na najbliższych sesjach
ewentualny atak na szczyty hossy skończy się na GPW niepowodzeniem.
Wykres1.gif My porównujemy się nie do Nikkei, czy Nasdaq, ale najpierw do
rynków regionu, a te relatywnie siłą nie grzeszą w ostatnich tygodniach.
Warto też po raz kolejny przypomnieć powody tej słabości, bo nie wszystko da
się zrzucić na niepewność polityczną czy termin wejścia do strefy euro.
Takie zachowanie rynków potwierdza, że wrześniowe wyższe notowania LIBOR
(USD 1Y) od WIBOR (PLN 1Y) ograniczyły apetyt zagranicznych funduszy na
polskie aktywa. Wykres2.gif Ten negatywny proces będzie niestety trwać, choć
byki mogą się pocieszać, że przed przyszłorocznym odpoczynkiem od hossy
czekać nas powinna jeszcze jedna fala wzrostowa.
[email protected]