Reklama

Droga do euro

Publikacja: 22.11.2005 09:42

Zaczynając rozważania na temat polskiej drogi do euro, należy sprostować jeden powszechnie popełniany błąd. Polska nie ma alternatywy: przyjąć czy nie przyjąć euro. Wchodząc do Unii Europejskiej, zgodnie z traktatem z Maastricht, po prostu nie mamy wyjścia. Euro musimy przyjąć, ale nie został określony termin, kiedy mamy to zrobić, co może pozwolić na znaczne odwlekanie czasu akcesji. Teoretycznie możemy zastosować trzy drogi przyjęcia wspólnej waluty.

Pierwsza z nich jest zalecana przez Komisję Europejską i EBC. Na niej, przed wejściem do europejskiej unii monetarnej (EMU), czeka nas jeszcze co najmniej 2-letni czyściec w postaci mechanizmu ERM2. Polska może mieć jednak problemy z wypełnieniem warunku ograniczającego deficyt finansów publicznych do 3% PKB. Między innymi dlatego, że zaliczamy OFE do sektora publicznego, a Eurostat się z tym nie zgadza. Jeśli nie zmieni opinii, to deficyt zwiększy się o 1,5 punktu procentowego. Wtedy, jeśli nie zreformujemy naszych finansów publicznych, znacznie ograniczając wydatki, nie będziemy mogli tego warunku przez długi czas spełnić.

Lider PO Jan Rokita powiedział w lutym (potem często zmieniał zdanie), że nowy rząd rozważy jednostronne wprowadzenie euro - to druga droga. Pomysł ciekawy i szeroko dyskutowany już od 6 lat. Gdyby zastosować prawdziwą "euroizację" (zastąpienie złotego przez euro), a nie "currency board", czyli zarząd walutą, który stosują kraje nadbałtyckie (to trzecia droga), to weszlibyśmy do strefy euro tylnymi drzwiami. Trzeba jednak pamiętać o tym, że stosując zarząd walutą, Polska musiałaby mieć bardzo małe potrzeby pożyczkowe, czyli w praktyce nie powinna mieć deficytu budżetowego. Gdyby bowiem ten deficyt był duży, a kurs sztywny, to bardzo szybko moglibyśmy dojść do sytuacji, w której była Argentyna w 2001 roku. Dzięki "euroizacji" ominęlibyśmy szerokim łukiem system ERM2. Nie musielibyśmy spełnić bardzo ostrych wymagań fiskalno-monetarnych narzuconych przez ten system. To jest niebezpieczne, bo jeśli politycy poczują, że nie mają przymusu, to mogą doprowadzić do kompletnego rozstroju finansów publicznych.

Najłatwiej mówi się o pozytywach wejścia do strefy euro, bo są one oczywiste i nie wymagają tłumaczenia. Przede wszystkim w handlu zagranicznym na terenie Unii nie będzie ryzyka walutowego, a przecież właśnie Unia jest naszym największym partnerem. Wszyscy wiemy, jak cierpią eksporterzy, którym ze wzrostem siły złotego, spada opłacalność eksportu. Nastąpi również zmniejszenie kosztów transakcji (choćby znikną prowizje banków przy wymianie walut). Dzięki temu, że nie będzie ryzyka walutowego, a koszty spadną wzrośnie konkurencyjność naszych firm i wzrośnie PKB. Powinna również, ze wzrostem gospodarki, poprawić się sytuacja na rynku pracy. Wielu ekonomistów oczekuje też dużego wzrostu inwestycji, ale to takie oczywiste już nie jest. Ci inwestorzy, którzy chcieli u nas być - już tu są, a w okolicy są kraje dużo tańsze (Ukraina, Rumunia, Bułgaria, kraje nadbałtyckie). Zarówno dla firm, jak i przeciętnego Polaka znaczenie będzie miało to, że nastąpi poszerzenie oferty kredytowej i zmniejszenie ceny kredytu (w UE stopy procentowe są wyraźnie niższe). Nie ulega też wątpliwości, że łatwiej będzie podróżować po Europie, mając tę samą walutę.

Problem zaczyna się, kiedy mówimy o trzech minusach: rezygnacji z części niezależności gospodarczej, pogorszeniu sytuacji na rynku pracy i wzroście inflacji. Nie bez powodu Wielka Brytania czy Szwecja z uporem odmawiają wejścia do EMU. Przyjmując euro zrezygnujemy z bardzo ważnych instrumentów polityki gospodarczej państwa: stopy procentowe i kurs walutowy będę ustalane poza Polską. Na przykład w razie np. załamania eksportu deprecjacja złotego pozwoliłaby na uniknięcie ujemnych skutków dla produkcji i zatrudnienia. W sytuacji kiedy nie mamy wpływu na kurs walutowy i stopy procentowe, to taki negatywny szok musiałby obniżyć płace realne. Byłoby to jednak możliwe tylko i wyłącznie wtedy, jeśli rynek pracy byłby elastyczny. Gdyby tak nie było, to wynikiem szoku byłaby dłuższa recesja oraz większe bezrobocie.

Reklama
Reklama

Ostatni minus to problem inflacji, która w pierwszym okresie po przyjęciu euro wzrośnie. Urzędy statystyczne informują, że inflacja w krajach, które weszły do strefy euro, wzrosła nieznacznie, ale prawda jest taka, że uboższa część społeczeństwa, a u nas jest jej olbrzymia większość, ucierpi z powodu wzrostu cen, a nie zyska z powodu ich spadku po prostu dlatego, że kupuje zdecydowanie częściej produkty i usługi niepodlegające wymianie z zagranicą. Ceny towarów wymienianych z zagranicą nie ulegną dużej zmianie (mogą nawet stanieć, bo spadną koszty transakcyjne). Jednak w Polsce 2/3 to towary i usługi nie wymieniane w handlu zagranicznym - ich ceny będą dążyły do dużo wyższych cen w EU. Wzrost inflacji wywoła presję na płace. Jeśli presja będzie udana, to spadnie konkurencyjność polskich spółek. Jeśli będzie nieudana, to wzrosną koszty społeczne.

Uważam, że w dłuższym terminie jest korzystne dla wszystkich, żeby Polska weszła do strefy euro. Natychmiastowe wprowadzenie euro jest bardzo korzystne dla biznesu, ale dokonane w niewłaściwym momencie może zaszkodzić dużej części społeczeństwa. Dlatego też uważam, że wejścia do strefy euro należy dokonać wtedy, kiedy wzrost gospodarczy będzie w ciągu 2 - 3 lat niezagrożony, bo tylko to da względną ochronę rynku pracy i zmniejszy napięcia społeczne towarzyszące takiej zmianie. Jeśli mamy przyjąć euro w 2010 roku, to powinniśmy przebywać z reżimie ERM2 - w latach 2008-2009. W 2009 roku znowu odbędą się wybory parlamentarne. Kto tuż przed wyborami zaproponuje społeczeństwu zaciskanie pasa i oszczędności budżetowe? I wreszcie: czy jest możliwa zmiana Konstytucji (Art.227), która musi nastąpić, żeby wprowadzić euro? Wydaje się, że będzie o to bardzo trudno, bo przecież za zmianą musi zagłosować przynajmniej 2/3 Sejmu. W tej sytuacji uważam, że do ERM2 możemy realnie wejść w 2009-2010 roku, a euro przyjmiemy nie wcześniej niż w 2012 roku.

[email protected]

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama