Wczoraj na sali Sądu Apelacyjnego w Warszawie stawiło się aż dziesięciu prawników. Trzech (2 osoby z kancelarii Sołtysiński, Kawecki, Szlęzak i radca Jerzy Modrzejewski) reprezentowało Elektrim, dwóch (z krakowskiej kancelarii Kubas, Kos, Gaertner) - Deutsche Telekom. Aż czterech (dwaj mecenasi z Salans oraz Andrzej Miklas i Rafał Sarbiński) - Elektrim Telekomunikację, kontrolowaną przez Vivendi Universal.
Była transakcja
Vivendii nie tylko dominuje w radzie nadzorczej i zarządzie ET. Ale - jak się dowiedzieliśmy - od 12 grudnia ma również kontrolny pakiet ET.
Francuzi odkupili bowiem 2% udziałów tej firmy od wehikułu Ymer Finance. Przekroczyli też 50% udziałów w firmie Carcom, do której należy bezpośrednio i pośrednio 3% Polskiej Telefonii Cyfrowej.
Ymer był od kilku lat kością niezgody między Vivendi i Elektrimem. Wszedł w posiadanie 2% ET od Elektrimu w 2001 r. w ramach tzw. trzeciej umowy inwestycyjnej. Według przedstawicieli Elektrimu, w umowie tej zapisano (jej pełnej treści nie ujawniono), że Vivendi jak najszybciej odkupi pakiet ET od Ymera. Wówczas koncern miał wystąpić do urzędów (UOKiK i MSWiA) o pozwolenia, a Elektrim - zyskać prawo reprezentacji w organach władzy ET i wpływ na znaczące decyzje tej firmy. Mimo tak skonstruowanej umowy, Vivendi nie odkupiło od razu udziałów od Ymera. Wręcz wyparło się, że się do tego zobowiązało. W efekcie Elektrim stracił wpływ na działania ET. Dwa lata temu ogłosił, że został wprowadzony w błąd i wystąpił do Sądu Arbitrażowego przy KIG o unieważnienie trzeciej umowy inwestycyjnej. Również wczoraj odbyła się rozprawa w tej sprawie. Jaki był jej efekt - nie dowiedzieliśmy się.