W czwartek wieczorem biuro prasowe Deutsche Telekom poinformowało, że spółka zależna Vivendi Universal, Elektrim Telekomunikacja dopuszcza się szantażu. Nie użyto tego słowa, ale według DT strona francuska zagroziła, że jeśli jej przedstawiciele nie zostaną wpuszczeni do siedziby Polskiej Telefonii Cyfrowej jako wspólnicy firmy, zrobi wszystko, aby uniemożliwić wypłatę wynagrodzeń pracownikom Ery.
Późnym wieczorem agencja Reutera opublikowała depeszę, z której wynika, że informacja prasowa DT to odpowiedź na list "starego zarządu" PTC, reprezentowanego teraz przez Jonathana Easticka i Ryszarda Pospieszyńskiego. Według Reutera, w dokumencie zarząd popierany przez Vivendi zasugerował, że przestanie zatwierdzać wynagrodzenia wypłacane pracownikom, jeśli nie uzyska dostępu do siedziby firmy. - Jesteśmy odpowiedzialni za to, że wszystko, co opłacamy, jest w porządku, a nie można tego robić, jeżeli nie jest się w budynku - cytowała agencja Jonathana Easticka. Potwierdził też treść listu.
Do tej pory polecenia zapłaty podpisywali pełnomocnicy ustanowieni przez przedstawicieli zarówno "nowego" (Elektrim/DT), jak i "starego" (ET/DT) zarządu PTC. Banki akceptowały w ten sposób sygnowane dokumenty.
Według przedstawicieli strony francuskiej, pełnomocnicy zostali jednak niedawno zwolnieni. "Stary" zarząd chciał więc wejść do siedziby Ery, aby wystawić nowe pełnomocnictwa.
Według Witolda Paska, rzecznika "nowego" zarządu PTC, pełnomocnicy nie zostali zwolnieni, a odeszli na własną prośbę. Zasugerował także, że zostali do tego namówieni przez "stary" zarząd.