Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 22.01.2006 11:09

Marek Pryzmont

Polityczna wojna w ostatnich tygodniach wkroczyła w decydującą fazę. Po

wojnie informacyjnej, psychologicznej i propagandowej, PIS wyciągnął w końcu

broń masowej zagłady, jaką jest projekt budżetu i ruszył do ostatecznej

bitwy o kształt sceny politycznej. Nie mam sadystycznych skłonności by

Reklama
Reklama

zamęczać czytelników politycznymi scenariuszami, ale warto poświęcić chwilę

na analizę skutków potencjalnych koalicji lub przedterminowych wyborów, by

ocenić szansę na pozytywne rozwiązania, lub uchronić ludność cywilną przed

(giełdowymi) stratami w przypadku wybrania tego najgorszego wojennego

wariantu.

W tym miejscu należy zwrócić szczególną uwagę na fakt, że pierwsza, często

Reklama
Reklama

emocjonalna, reakcja rynków finansowych na wydarzenia polityczne nie zawsze

jest adekwatna do przewidywanego scenariusza w przyszłości. Z taką sytuacją

moim zdaniem mamy do czynienia w tej chwili i spływające na rynek informacje

np. o oddaleniu scenariusza przyspieszonych wyborów, pozytywnie oddziaływały

na złotego, choć takie rozwiązanie za kilka miesięcy może stać się

przekleństwem dla rynku walutowego. Oczywiście przyjmuję tu założenie, z

Reklama
Reklama

którym nie wszyscy muszą się zgodzić, że rynki finansowe ostatnio faktycznie

reagowały także na wydarzenia w polityce, a nie szły własnym, wcześniej

ustalonym torem.

Spójrzmy tylko na te moim zdaniem najbardziej skrajne scenariusze z punktu

widzenia terminu dłuższego niż najbliższe dni/tygodnie. Najlepszym z nich

Reklama
Reklama

jest wizja przyspieszonych wyborów. Tak, wiem, że budzi to w tej chwili

największej obawy rynków finansowych. Nic w tym dziwnego, bo niepewność

związana z kształtem sceny politycznej wpływałaby negatywnie na rynki aż do

dnia ogłoszenia nowego składu parlamentu, nawet gdyby sondaże pokazywały

bardzo optymistyczne scenariusze. A po wyborach złych scenariuszy ja nie

Reklama
Reklama

widzę, oczywiście oprócz szkód wyrządzonych mechanizmom demokracji. Wyborcze

katharsis zmiotłoby ze sceny niektóre populistyczne mniejsze partie,

wzmocniło lewicę (co na razie pozostaje bez znaczenia) i raz jeszcze dało

nieco bardziej realną możliwość zawarcia najbardziej pożądanej przez rynek

koalicji PO-PIS, niezależnie która z tych partii byłaby na pierwszym

Reklama
Reklama

miejscu.

Alternatywą jest oczywiście sejmowa większość tylko jednego ugrupowania, co

w obu przypadkach (PIS/PO) również daje ogromny komfort rządzenia, ogranicza

populizm i umożliwia głębsze reformy finansów państwa. Zarzuty o dyktaturę

jednej partii rynków finansowych nie przestraszą, bo przynajmniej będzie

wiadomo, że realizowany program będzie spójny i odpowiedzialny (nie będzie

na kogo zrzucać winy). Czasem mieszanka choćby i najlepszych pomysłów

koalicjantów staje się wybuchowa. Scena polityczna ostatnio mocno, bardzo

mocno zaskakuje, ale w perspektywie ewentualnych nowych wyborów nie widać na

razie innych scenariuszy, a te są dla GPW, złotego i obligacji moim zdaniem

korzystne, z założeniem, że mówimy o dłuższym terminie.

Zdecydowanie gorzej zapowiada się perspektywa wcielenia w życie "planu

stabilizacyjnego", co ma mieć miejsce w tym tygodniu. Uściślijmy od razu, że

chodzi jedynie o współpracę partii, a nie o Samoobronę w rządzie, bo

prezydent nie zgodzi się na śmieszne zdjęcie z Lepperem czy Giertychem

odbierającym nominację wicepremiera w IV RP. Takie rozwiązanie obecnego

politycznego pata zdejmuje z rynku niepewność, a samo to może być dla wielu

inwestorów impulsem do kupna. Jednak wady takiego scenariusza poznać możemy

już w momencie upłynięcia 14 dni od momentu uzyskania przez prezydenta prawa

do rozwiązania parlamentu, lub też w momencie przesłania na jego ręce

projektu budżetu. W obu przypadkach prezydgorsze skutki.

Jarosław Kaczyński przyznał, że za miesiąc "nie będzie żadnej prawnej

możliwości rozwiązania parlamentu, poza wielotygodniowym kryzysem

parlamentu, który zapewne kompromitowałby partie rządzącą.". W tej sytuacji

PIS, by trwać w tym układzie, zmuszony byłby do uchwalania ustaw a`la

becikowe. Skoro teraz mniejsze partie z pistoletem przy głowie mówią o

ustawach "senioralnych", minimach socjalnych, paliwach rolniczych, pakietach

rodzinnych, zmianach ustawy o NBP etc., to po wygaśnięciu groźby

przedterminowych wyborów obecna propozycja pakietu stabilizacyjnego będzie

wiązać się nieuchronnie z destabilizacją finansów publicznych.

Rynki finansowe to ryzyko zupełnie ignorują koncentrując się na skutkach

politycznych rozstrzygnięć w krótkim terminie. Na razie słusznie, bo dopiero

nadchodzący tydzień (szczególnie III czytanie budżetu 24 stycznia i

polityczne szachy poprzedzające to posiedzenie Sejmu) wyjaśni inwestorom,

czy pakt stabilizacyjny jest tylko polityczną rozgrywką mającą wskazać PO

jako destruktora polskiej sceny politycznej doprowadzając jednocześnie do

nowych wyborów (paradoksalnie scenariusz dobry w dłuższym terminie). Czy też

jest to tylko odłożenie kolejnego poważniejszego kryzysu do przełomu lutego

i marca.

Poruszone wyżej polityczne kwestie mogą niektórym inwestorom wydawać się

zupełnie bez znaczenia po doświadczeniach z ostatnich miesięcy. Zarówno

złoty, obligacje, jak i rynek akcji bez szwanku wyszły z potrójnej kampanii

wyborczej i problemów utworzenia rządu. Należy jednak zwrócić uwagę na dwa

aspekty. Po pierwsze od początku wiadomo było, że zmiany w budżecie na ten

rok mogą być tylko kosmetyczne. Konstruowanie budżetu na kolejny rok to już

zupełnie inna bajka. Po drugie byliśmy jedynym z krajów emerging markets,

który przeżywał tak ważne polityczne roszady. W tym roku na rynkach regionu

wyglądać będzie to już trochę inaczej.

W ostatni czwartek prezydent Węgier ogłosił, że pierwsze runda wyborów

parlamentarnych odbędzie się 9 kwietnia, a druga 23 kwietnia. Korelacja

między rynkiem węgierskim i polskim jest na tyle znacząca, że inwestorzy na

GPW powinni te daty zakreślić w kalendarzu grubym czerwonym flamastrem. Tym

samym, od tego tygodnia na dobre rusza przedwyborcza kampania bratanków.

Sytuacja jest o tyle ciekawa, że wynik wyborów jest bardzo niepewny, a

rządzącym socjalistom czoło stawi konserwatywna opozycja, która na fali

populistycznych haseł walki z dzikim kapitalizmem nie ma zamiaru ograniczać

ogromnego deficytu budżetowego, co będzie skutkować przesunięciem daty

wstąpienia do strefy euro nawet poza rok 2013, uznany teraz przez rynki jako

wariant pesymistyczny, ale najbardziej realny.

Zagrożenie przesunięciem reform finansów publicznych i terminu przyjęcia

wspólnej waluty wisi też nad Czechami. Wybory odbędą się w czerwcu, a

"solidarno/populistyczne państwo" po sukcesie w Polsce stało się teraz

bardzo popularne w także i tutaj. Największe polityczne chmury zebrały się

jednak nad Słowacją, gdzie w lato rządy przejmie najprawdopodobniej

populistoczno-lewicowy Smer z awanturującym się premierem i bardzo

krytycznym podejściem do UE.

Wszystko to powoduje, że zagraniczni inwestorzy inwestujących na rynkach

wschodzących w naszym regionie mogą być w tym roku znacznie bardziej

wyczuleni na wydarzenia na polskiej scenie politycznej, mimo że ich waga

będzie teoretycznie mniejsza niż przy okazji zeszłorocznych wyborów.

Jeśli chodzi o najbliższy tydzień, to mimo powrotu pod szczyty hossy na

ostatnich sesjach, nie zmieniałbym swojej opinii sprzed tygodnia. Do końca

stycznia pozostaniemy w nerwowej konsotyczniowych minimów. Gdyby WIG20 miał w poniedziałek zrealizować

analogiczny scenariusz oznaczałaby to wykreślenie podwójnego szczytu i

spadek 282 pkt. na styczniowy dołek, co jednocześnie zrealizowałoby zasięg

spadku wynikający z tej formacji. Na marginesie przypomnę, że o formacji

podwójnego szczytu można tak naprawdę mówić nie w momencie jej potencjalnego

powstawania (potencjalnie to każda formacja może zostać wykreślona), ale

dopiero w momencie wygenerowania sygnału jakim jest przebicie linii szyi

(dołek z 16/18 stycznia). Wielu inwestorów traktuję trend jako zakończony

już w momencie nieudanego pokonania szczytu, co nie ma żadnego uzasadnienia.

Scenariuszem tak głębokiego spadku na styczniowe minima absolutnie nie

straszę. Wręcz przeciwnie. Nawet jeśli bowiem założyć ten najbardziej

negatywny scenariusz podążania za Dow Jones (w zeszłym tygodniu po głębokich

spadkach w USA indeksy wszystkich emerging markets ruszyły do testowania

szczytów hossy), to nawet taka 300 pkt. przecena wciąż pozostaje korektą

jedynie do pierwszego ważnego zniesienia Fibonacciego (38,2%). I to dalej

jedynie w odniesieniu do fali wzrostowej rozpoczętej w październiku 2005 r.

Zawsze powtarzam, że spadek tylko do tej wartości jest dla danej fali

wzrostowej (lub spadkowej) jedynie płytką korektą wcześniejszego ruchu i

świadczy o sile trendu. Potwierdzeniem tego było zachowanie rynku w

październiku, gdy WIG20 niemal co do punktu zawrócił właśnie na zniesieniu

38,2% (fali wzrostowej od maja) i po przebiciu szczytów z przełomu

września/października zdynamizował trend wzrostowy kreśląc w ostatnim

tygodniu kolejny szczyt aż 348 pkt. wyżej niż ten sprzed 3,5 miesięcy.

Podsumowując - ewentualna korekta będzie kolejnym etapem styczniowej

nerwówki. Ale jeszcze za wcześnie na mówienie o końcu hossy. Na trwalszą

zmianę trendu na emerging markets trzeba jeszcze poczekać.

[email protected]

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama