Zdecydowana większość liczących się koncernów paliwowych na świecie nie tylko przetwarza ropę naftową, ale także zajmuje się jej wydobyciem. Pod tym względem Grupa Lotos i PKN Orlen należą do wyjątków - praktycznie wyłącznie zajmują się przetwarzaniem (rafinacją) ropy, ponieważ nie mają dostępu do pól naftowych. Co prawda, Lotos ma 69 proc. akcji spółki wydobywczej Petrobaltic, ale jej udział w dostawach dla całej grupy jest niewielki. W IV kw. ubiegłego roku Petrobaltic wydobył 57 tys. ton ropy, podczas gdy przerób tylko w gdańskiej rafinerii Lotosu był bliski 1500 tys. ton.
Koncerny rafineryjne
i zintegrowane
Jedną z potencjalnych korzyści, związanych z posiadaniem własnych złóż, jest bezpośredni wpływ rosnących cen ropy naftowej na zyski spółki paliwowej. Tymczasem spółki rafineryjne, które nie mają złóż, korzystają nie tyle na wzroście notowań ropy, ile na powiększaniu się marż rafineryjnych. Z drugiej strony, ta zaleta może okazać się wadą, kiedy ceny ropy zaczną spadać znacznie szybciej niż marże.
Jedną z największych na świecie spółek, które zajmują się wyłącznie przetwarzaniem ropy i dystrybucją jej produktów (ang. Oil Refining & Marketing) jest amerykańskie Valero Energy (o kapitalizacji bliskiej 30 mld euro). PKN Orlen - z kapitalizacją ok. 6 mld euro - zalicza się do większych firm z tej grupy - zarówno w Europie, jak i w USA. Pod względem wielkości polskie firmy paliwowe są zdecydowanie mniej porównywalne do koncernów zajmujących się zarówno rafinacją, jak i wydobyciem ropy (ang. Integrated Oil). Kapitalizacja Orlenu to niewielki ułamek wartości potentatów, takich jak BP, ExxonMobil czy Total.