Zdaniem NIK, cały proces prywatyzacji PKO BP od strony technicznej i prawnej był przeprowadzony prawidłowo i właściwie bez zastrzeżeń. Izba pozytywnie oceniła wybór i analizę doradcy prywatyzacyjnego, współprace między doradcą, MSP i prywatyzowaną spółką oraz samą procedurę zbycia akcji banku.
NIK ma jednak zastrzeżenia co do wyceny akcji PKO BP. Zdaniem kontrolerów, w momencie ustalania przez ministerstwo skarbu widełek cenowych na akcje PKO BP, wyniki banku poprawiały się, spółka miała duży udział w zyskownym segmencie detalicznym, dobrą i znaną markę itd. Jednocześnie klienci indywidualni, zapisujący się na tzw. lokaty prywatyzacyjne, kupowali akcje w ciemno, nie znając ich ceny. To dodatkowy argument za tym, by wycenić walory PKO BP wyżej. - Z tego względu uważamy, że resort skarbu mógł zrezygnować lub zmniejszyć dyskonto dla przyszłych inwestorów, zaproponowane przez doradcę - powiedział Waldemar Długołęcki, dyrektor Departamentu Budżetu i Finansów w NIK. Dodał, że niezasadne było też powiększenie sprzedawanej puli akcji dla inwestorów indywidualnych w końcowym procesie prywatyzacji o 85 mln sztuk. - Gdyby akcje te sprzedać dziś, resort skarbu zarobiłby na tym o 1,7 mld zł więcej niż wtedy, gdy sprzedawał - powiedział W. Długołęcki.
Przedstawiciele NIK stwierdzili, że rozumieją jednak, skąd niższa wycena mogła się wziąć. - Brakowało doświadczeń. Resort nie przeprowadzał wcześniej tak poważnej oferty, więc podwyższenie ceny akcji mogło być ryzykowne. Można było to jednak zrobić - powiedział dyrektor Długołęcki.
Jacek Socha, który kierował resortem skarbu, gdy prywatyzowano PKO BP, nie zgadza się z zarzutami NIK-u. - Gdyby zastosować się do wniosków NIK-u, złamalibyśmy podstawowe zasady rynku kapitałowego, np. prawo inwestora do dyskonta. Bo gdybyśmy go nie dali, na pierwszym notowaniu kurs spółki mógłby spaść, niedoświadczeni inwestorzy indywidualni mogliby masowo wyprzedawać akcje, a zważywszy że większość z nich brała kredyt na zakup akcji, mogłoby to jeszcze pogłębić spadek. Pojawiłaby się panika, a sytuacja mogłaby wymknąć się spod kontroli. Zgodziłbym się z NIK-iem, gdyby przeprowadził własną wycenę i wykazał w niej, że akcje powinny w momencie prywatyzacji kosztować więcej, niż wycenił je doradca prywatyzacyjny. Ale takiej wyceny Izba nie przeprowadziła - powiedział nam Jacek Socha. Warto również zaznaczyć, że cena akcji rekomendowana przez doradców pokrywała się z oceną analityków rynkowych, a dodatkowo potwierdziła się po otwarciu notowań. Uważa też za bezzasadny zarzut, iż niepotrzebnie powiększono pulę akcji dla inwestorów indywidualnych. - Dzięki temu tysiące ludzi mogło wziąć udział w tej prywatyzacji. To korzyść, której NIK nie wziął pod uwagę - uważa były minister skarbu.