W pierwszych godzinach piątkowych notowań indeks S&P 500 osiągnął nowe tegoroczne maksimum. Inny indeks - średnia przemysłowa Dow Jones - jest coraz bliżej historycznego rekordu ze stycznia 2000 r. (11723 pkt). Nowe maksimum S&P 500 samo w sobie nie jest być może niczym nadzwyczajnym, ale dzięki temu doszło do naruszenia długoterminowej formacji, która broniła drogi do szybkiej zwyżki. Chodzi o zwyżkujący klin, który zaczął się kształtować przed dwoma laty. S&P 500 naruszył jego górne ramię znajdujące się na wysokości ok. 1320 pkt. O zdecydowanym wybiciu z tych formacji będzie można mówić, jeśli na najbliższych sesjach indeks będzie kontynuował silną zwyżkę.

Byłby to bardzo pozytywny sygnał dla posiadaczy amerykańskich akcji, zapowiadający kontynuację, a nawet przyśpieszenie trendu wzrostowego. Niestety, potwierdzenia tego sygnału nie widać przynajmniej na razie na wykresie obejmującego spółki technologiczne indeksu Nasdaq Composite. W przeciwieństwie do S&P 500 nie zdołał on pokonać tegorocznego maksimum zanotowanego w ubiegłym miesiącu (2371 pkt). W konsekwencji bardzo słabo zachowuje się wykres siły relatywnej Nasdaqa względem S&P 500. Od listopada znajduje się on w trendzie bocznym, który przybrał postać kanału. W minionym tygodniu siła relatywna nie tylko nie pokonała oporu wynikającego z kwietniowych szczytów, ale, co gorsza, naruszyła dolne ograniczenie wspomnianego kanału.

Zachowanie siły relatywnej jest o tyle ważne nie tylko dla spółek technologicznych, ale dla całego amerykańskiego rynku, że można ją traktować jako barometr koniunktury na całym rynku. Rośnie w czasie, gdy na szerokim rynku panuje hossa, a spada, gdy utrzymuje się trend zniżkowy. Obecnie mamy sprzeczne sygnały - S&P 500 rośnie, a siła relatywna Nasdaqa zachowuje się słabo. Może warto zatem z przesądzaniem o rozwoju wydarzeń poczekać do momentu, kiedy oba te wskaźniki podążą w jednym kierunku.