Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 14.05.2006 22:51

Tym razem zacznijmy od samego końca. Już po naszym piątkowym zamknięciu

indeksy w USA zaliczyły drugi z rzędu dość mocny spadek wartości, który

może mieć poważne skutki techniczne. Najsłabiej ze wszystkich trzech

indeksów, jakie tu obserwujemy, zaprezentował się indeks spółek

technologicznych Nasdaq.gif Jak widać na wykresie, w piątek miał on

Reklama
Reklama

najniższe zamknięcie od prawie trzech miesięcy. Zarówno DJIA dj.gif jak i

SP500.gif mają się pod tym względem lepiej, choć oba także zanotowały

mocny spadek wartości.

Może mieć to swoje implikacje na przebieg notowań w tym tygodniu. Z

pewnością będzie miało na poziom otwarcia tychże już w poniedziałek. Można

przypuszczać, że rynek zacznie od spadku w stosunku do piątkowego

Reklama
Reklama

zamknięcia. Skala tego spadku nie musi być znaczna, ale może być. Choćby z

tego względu, że coraz więcej osób zaczyna dostrzegać niebezpieczeństwo

zakończenia obecnej hossy. To może skutkować nerwowymi ruchami cen.

Pojawiły się pokusy złapania szczytu. Sygnalizuje to choćby ponownie

rozciągająca się baza (w czasie piątkowych notowań przekraczała 30 pkt po

ujemnej stronie). Nastroje nie są więc najlepsze, co może przerodzić się w

Reklama
Reklama

małą panikę na początku poniedziałkowych notowań.

Niski początek notowań w tym tygodniu wcale nie musi mimo wszystko

oznaczać, że cały tydzień zakończy się w fatalnych nastrojach. Nie można

zapominać, że nadal mamy hossę. O ile na wykresie Nasdaq.gif padły sygnały

średnioterminowe (przynajmniej zamknięcia pozycji długich), nie oznacza to

Reklama
Reklama

wcale, że należy na gwałt sprzedawać papiery w Polsce. My mamy swoją

dynamikę ruchów oraz swoje źródła kapitału. W USA może być mało

przyjemnie, ale to wcale nie oznacza, że tak musi być u nas. Nie jest to

bynajmniej upieranie się przy długich pozycjach. Chodzi o starą zasadę, że

trend jest obowiązujący, dopóki nie pojawiły się sygnały jego zmiany. Co

Reklama
Reklama

by nie mówić, na naszym rynku do zmiany trendu z hossy na bessę jest

jeszcze bardzo daleko. Przecież my dopiero co zaliczyliśmy nowe rekordy.

Nie dalej niż w czwartek optymizm był na tyle duży, że wyciągnął ceny na

nowe szczyty.

Do ogłoszenia bessy wiele nam brakuje. Inna sprawą jest pytanie, czy ta

Reklama
Reklama

bessa już się nie zaczęła? Czy piątkowy spadek, pogłębiony zapewne w

poniedziałek z rana nie jest początkiem poważnej przeceny? Oczywiście, że

istnieje taka możliwość, a nawet że to jest początek bessy. Każdy spadek w

czasie trwającej już kilka lat hossy, mógł być takim początkiem. Tylko, co

to ma wspólnego z tradingiem? Czy naszym zadaniem jest wyszukanie TEGO

właśnie dania, który zapoczątkuje zmianę trendu, czy też chodzi nam o

zarabianie. Jeśli o to pierwsze, to chyba nie ma sensu czytać tego tekstu

dalej. Jak pokazała historia tej hossy, oraz każdej poprzedniej, szukanie

szczytu może być zabawne, choć nie koniecznie opłacalne. Są jednak tacy,

co stawiają sobie za cel sprzedaż na samym szczycie. Gdy się nie uda, to

czekają na kolejną okazję. Ma to jednak niewiele wspólnego z inwestycjami,

ale raczej hazardem i obstawianiem kolorów.

Patrząc na wykresy nikt chyba nie ma wątpliwości, że do tej pory

najrozsądniejszą strategią było trzymanie się trendu. Skoro tak, to

dlaczego nie trzymać się go nadal? Owszem dylemat mogą mieć Ci, którzy do

gry wchodzą teraz. Ja im się nie dziwię. Skoro hossa trwa tak długo, to

faktycznie istnieje ryzyko, że skończy się ona zanim pojawią się pokaźne

zyski. Wtedy trzymanie się trendu może okazać się kosztowne. Ja

zastanowiłbym się nad innym pytaniem - czy obecna chwila jest rzeczywiście

dobrą do zaczynania "gry na giełdzie". Czy moment w rynkbejmujące ceny sprzed dwóch trzech lat, ale np. 10 lat.

Wahania są duże. To nie były jakieś wyjątkowe wydarzenia. Spadki o 50% od

szczytu hossy to norma. Takie jest ryzyko inwestycji w akcje. Czy KGH nie

może kosztować połowę mniej? Może. Ba, akurat w tym wypadku zarząd

świetnie się stara, by skala przeceny, jaka może dotknąć tą spółkę była

jeszcze większa. Tu wiele zależy od ceny miedzi miedz.gif Tak, w tej

chwili ta cena pnie się w górę, ale czy casus srebra srebro.gif niczego

nas nie nauczył? Chyba każdy ma świadomość, że cena nie może rosnąć w

nieskończoność. Czy nikt się nie zastanawia, jaka cena jest oporową dla

odbiorców miedzi? Czy naprawdę są oni zdani na kupno po każdej cenie?

Rynki towarowe mają swoją specyfikę. Jedną z nich jest duża zmienność.

Zapewne każdego akcjonariusza KGH cieszył wzrost ceny miedzi o ponad 6%. A

jak zachowa się ten sam akcjonariusz, gdy cena miedzi spadnie o 6%? Jak

zachowa się cena KGH, gdy cena miedzi spadnie w czasie jednej sesji o

ponad 10%. Srebro przeceniło się w ciągu dwóch dni o ponad 20%. Jaki ślad

pozostawi na notowaniach KGH podobny spadek ceny miedzi? A zatem jaki ślad

pozostawi na notowaniach indeksu i kontraktów. Już nie wchodzimy, ale

jesteśmy w fazie trendu, gdzie właściwie każdego dnia może dojść do jego

załamania. Hossy nie kończą się łagodnie, by wszyscy mogli sobie spokojnie

opuścić ryzykowne pozycje. Pojawienie się w danej chwili bessy jest dla

znakomitej większości graczy zaskoczeniem. Postarajmy się, na ile to

możliwe, nie dać się zaskoczyć.

Brak zaskoczenia nie oznacza niestety świadomości, że to właśnie ten

moment, teraz kończy się hossa. Nikt nie jest w stanie z pewnością

określić końca trendu. Musimy się w tym pogodzić. Brak zaskoczenia należy

rozumieć, jako ścisłe określenia własnych sygnałów zmiany trendu i, co

najważniejsze, na te sygnały zareagować lub ich nie wyprzedzać jeśli

jeszcze nie padły. Niby proste, ale ilu z nas ściśle przestrzega tych

zasad? Ilu poddaje się presji własnego "nosa"? Ilu posłuchało wewnętrznego

głosu "teraz to musi być już koniec"? Czwartkowy rekord użyteczność

wszystkich tych "głosów" sprowadził do parteru. Skoro nie było sygnałów

sprzedaży, to znaczy, że nadal mamy hossę.

Specjalnie mówię tu tylko o kwestiach technicznych, bo przecież wszyscy

mamy w głowach masę różnych argumentów za tym, by uciekać z rynku. Szybko

jesteśmy w stanie wyliczyć przesłanki do tego, by rynek walił się na łeb

na szyję. Tylko co z tego? Jeśli ktoś łudzi się, że rynek jest racjonalny

i zachowuje się, tak a nie inaczej, bo działa jakiś mechanizm, to chyba

pomylił miejsce do zarabiania pieniędzy. Cała filozofia analizy wykresów

polega właśnie na tym, że trzeba zamknąć się na niemal wszystkie

napływające na rynek informacje. Tworzą one szum, którego tak naprawdę nie

jest nikt w stanie objąć. Co z tego, że w środę FOMC podniósł stopy po raz

16 z rzędu? Czy dwa następne dni spadku to efekt tej decyzji? Jeśli tak,

to czemu ceny nie spadały już w środę? Czy 15 wcześniejszych podwyżek nie

było wystarczającym powodem do wyjścia z rynku akcji? Gdzie podziała się

znana kiedyś "reguła", że po trzech podwyżkach zaczyna się bessa, a po

trzech obniżkach hossa? No i najważniejsze, czy mamy szukać odpowiedzi na

te pytania, czy skupiać się na zarabianiu? Fakt, jest taki, że pomimo 16

podwyżek rynek jest wzrostowy.

Oczywiście są chwile, że rynek zachowuje się nieco racjonalniej. W długim

okresie ta racjonalność jest widoczna, ale już w średnim ma prawo się

zgubić. Tym bardziej, gdy rynek znajduje się w ekstremalnej fazie cyklu.

Ter

ponownie jawi się jako maszynka do zarabiania pieniędzy. Największym

wzięciem cieszą się fundusze, które mają w swoim portfelu akcje. Czy nikt

się tego nie boi? Nie, bo przecież oddaje się pieniądze fachowcom. "Oni

będą wiedzieć, kiedy sprzedać." Problem w tym, że oni wcale sprzedawać nie

muszą, a czasem wręcz nie mogą, bo wiele funduszy ma założony także

minimalny udział akcji w portfelu, i gry rynek zacznie się sypać, posypią

się też wyceny jednostek.

To przyszłość. Spójrzmy na chwilę obecną i przygotujmy się na różne

scenariusze w imię zasady, by nie dać się zaskoczyć. Mamy hossę i aż

ciśnie się na usta pytanie, gdzie możemy dojść? Każdy, który czyta nasze

komentarze wie, że na takie pytania odpowiadamy zwykle zabawą. Na początku

roku jedną z takich zabaw było to: zabawa.gif Było o tyle zabawnie, że

faktycznie rynek nie potrafił sobie poradzić z poziomem wyznaczonym na

bazie wielkości dwóch wcześniejszych korekt. Kto jednak wziął to zabawę

zbyt poważnie zapłacił z własnej kieszeni. Kolejna lekcja, by nie szukać

na siłę punktu zakończenia hossy.

Czy teraz też mamy możliwość zabawy? A owszem! Rzućmy okiem na ten wykres

schody.gif Widać tu ostatnią fazę przyspieszenia trendu wzrostowego. Mamy

dwie ciekawe własności, które sygnalizują kolejny potencjalny poziom

zakończenia wzrostów. Pierwszą jest siła wybicia na nowe szczyty tej

hossy. Gdy skończyła się korekta z wiosny 2005 i został pokonany szczyt z

lutego, to następny lokalny szczyt umiejscowił się 450 pkt wyżej. Po

zakończeniu kreślenia korekty jesiennej rynek ponownie wyszedł na nowe

rekordy tych wzrostów i po jakimś czasie wyznaczył lokalny szczyt. Tak

jest! 450 pkt nad tym z jesieni. Styczniowy lokalny szczyt to okolice 3000

pkt. Został on pokonany w kwietniu i gdzie zatem mamy kolejny potencjalny

poziom zatrzymania ruchu? Tak, na 3450 pkt. Ciekawe prawda? Ciekawsze jest

też to, że podobny poziom można wyznaczyć biorąc długość ruchu do maja

2005 do jesieni 2005 oraz od październikowego dołka do styczniowego

szczytu (obie podobne) i przykładając ją do dołka z marca tego roku. Cóż

za odkrycie! I co z nim można zrobić? Nic. To tylko ciekawostka. Nikt

rozsądny na to pieniędzy nie postawi. Nikt nie będzie sprzedawał w ciemno

w okolicy 3450 pkt (jeśliby udało się tam podejść), jak i nie będzie

uparcie trzymał długie pozycje (jeśli rynek będzie się walił).

To jest tylko zabawa, gdyby rynek miał jeszcze rosnąć, a przecież nie

musi. Czy możliwe jest załamanie? Tak, ale ta świadomość też do niczego

nam nie jest potrzebna. Załamanie groziło nam i miesiąc temu i może grozić

kolejny miesiąc. Jak ktoś nie jest na to przygotowany, to lepiej niech

stoi z boku i czeka na spokojniejsze czasy. Te zdecydowanie nie należą do

spokojnych. Świadomość istnienia zagrożenia nie może wpływać na

podejmowane decyzje. By nie poddać się emocjom potrzebne są sztywne

reguły. Co robić, gdy rynek będzie spadał? Sam spadek nie jest jeszcze

niczym złym. Jak widać na wykresach, korekty się zdarzają. Problemy mogą

się pojawić, gdy skala spadku będzie na tle duża, że zaczną pojawiać się

sygnały sprzedaży. Problemy dla trendu, bo dla nas niby dlaczego, skoro

powinniśmy być na to przygotowani?

Jakie to sygnały? W tej chwili chyba najważniejszym sygnałem sprzedaży

byłoby zejście cen pod poziom ostatniej trzymiesięcznej konsolidacji

wsparcie.gif Taka sytuacja mogłaby być podstawą do zmiany oceny kierunku

trendu długoterminowego na spadkowy. Oczywiście, to już rodziłoby skutki w

postaci gry na spadek cen, czyli otwierania krótkich pozycji. Zamkniecie

długich (

innych wniosków niż te, o których trąbimy tu za każdym razem. Trzymaj się

trendu i obserwuj wsparcia. Na razie nie ma innej drogi. W czasie silnej

hossy tylko taka strategia ma sens.

Kamil Jaros

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama