Na poniedziałkowej sesji kurs KGHM zniżkował zdecydowanie szybciej niż jakiejkolwiek innej spółki, wchodzącej w skład indeksu WIG20. Na otwarciu sesji za jedną akcję płacono 103 zł. Później wraz ze spadkiem cen miedzi na Londyńskiej Giełdzie Metali (LME), zniżkowały również walory lubińskiej firmy. W transakcjach trzymiesięcznych za tonę tego surowca płacono nawet 7,2 tys. dolarów. Razem z poprawą notowań miedzi (do 7,4 tys. dolarów za tonę) na krótko zwyżkował również kurs KGHM. Później inwestorzy mieli do czynienia tylko ze spadkami. Na zamknięciu po 9,5-proc. spadku cena akcji wyniosła 97,7 zł. Ostatnio taki kurs notowano 12 maja.
Ile może jeszcze zniżkować KGHM? - Nasza aktualna wycena to 56 zł - mówi Maciej Wewiórski, analityk CDM Pekao. Jego zdaniem, obecne zniżki to przede wszystkim efekt przeceny na rynku miedzi. Wywołały je fundusze o nastawianiu spekulacyjnym, które na LME zgłaszają około 85 proc. popytu na ten surowiec. Najwyraźniej postanowiły zmniejszyć zaangażowanie, gdy okazało się, że w pierwszym kwartale Chińczycy i Amerykanie kupowali mniej miedzi niż rok wcześniej. Do zakupów nie zachęcały też obawy dotyczące podwyżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych i Unii Europejskiej, które z kolei mogły ograniczyć wzrost tych gospodarek. Czy ceny miedzi nadal będą spadać? - Myślę, że to tylko korekta. Pamiętajmy, że hossa na rynku miedzi trwa od trzech lat, a obecne spadki nie zmieniły jeszcze trendu wzrostowego - twierdzi Maciej Wewiórski. Dodaje, że dalsze zniżki są możliwe nawet do poziomu 5 tys. dolarów za tonę miedzi.
Negatywny wpływ na postrzeganie KGHM mogły także wywrzeć żądania naprawy szkód, zgłaszane przez mieszkańców gminy Polkowice. Związane są z niedzielnym wstrząsem, który spowodowany był odpaleniem 1,5 tony materiałów wybuchowych w kopalni Zakładów Górniczych Rudna. - Skierowaliśmy do zarządu KGHM ostry protest związany z wstrząsami. Żądamy zwiększenia norm bezpieczeństwa oraz odszkodowań za powstałe szkody. Obecnie trwa ich inwentaryzacja. Na razie jest za wcześnie, aby mówić o ich wysokości - uważa Stanisława Bocian, zastępca burmistrza gminy Polkowice.