Gdy przedstawiciele Nafty Polskiej podpisywali umowy o sprzedaży Organiki Sarzyny i Zachemu nic nie wskazywało na zbliżającą się burzę. Kierujący wtedy NP Andrzej Madera mówił o transakcjach jako o wielkim sukcesie spółki powołanej przed 10 laty specjalnie do prywatyzacji sektora paliwowego i chemicznego. Podkreślał, że udało się ostatecznie wynegocjować ceny wyższe od proponowanych w ofertach. Ostatecznie za 80 proc. akcji Sarzyny i Zachemu przejmujący je Ciech miał zapłacić łącznie ponad 210 mln zł.

Jednak już kilka tygodni po podpisaniu umów kupna następca Madery, Marek Drac-Tatoń, zwrócił się do ministerstwa skarbu z sugestią, że prywatyzację należałoby zbadać. Atmosferę podgrzał poseł PiS Tomasz Markowski, który na posiedzeniu komisji sejmowej zarzucił, że Ciech przyczynił się do pogorszenia sytuacji finansowej Zachemu. W ten sposób miał obniżyć cenę zakupu tej firmy. Pojawiło się wiele spekulacji w mediach. Ciech zdecydowanie odrzucił zarzuty. Nie przekonało to jednak ministra gospodarki, który zwrócił się do Najwyższej Izby Kontroli o zweryfikowanie sprzedaży. Jak dowiedzieliśmy się w biurze prasowym NIK, wniosek ministra wpłynął, jednak jeszcze nie wiadomo, kiedy zostanie podjęta decyzja w sprawie ew. wszczęcia postępowania sprawdzającego. - Może się to rozstrzygnąć pod koniec tego lub na początku następnego tygodnia - poinformowało biuro. Cały proces może potrwać nawet pół roku.

Zamieszanie wokół prywatyzacji nie pozostało bez wpływu na spółki. - Zarzuty odbiły się na kursie papierów Ciechu. Trudno jednak oszacować ich skalę - mówi Michał Mierzwa, analityk DI BRE. Jak się dowiedzieliśmy, Ciech rozpatruje nawet podjęcie kroków prawnych. - Ponieważ spekulacje nie są obojętne dla wyceny naszej spółki, zleciliśmy kancelarii prawnej zbadanie czy ich rozpowszechnianie nie jest działaniem na szkodę przedsiębiorstwa lub manipulacją kursem - mówi Marek Klat, rzecznik Ciechu. - Jeżeli z analiz wyjdzie, że tak jest, nie wykluczamy podjęcia odpowiednich kroków prawnych w tej sprawie - dodaje.