Reklama

Banki będą rosnąć szybciej niż rynek

Rozmowa z Andrzejem Powierżą, kierownikiem Zespołu Analiz i Doradztwa Kapitałowego Bankowego Domu Maklerskiego PKO BP

Publikacja: 29.05.2006 11:25

Jak jednym słowem określiłby Pan wyniki banków w I kwartale?

Wyniki były dobre, ale nie rewelacyjne. Zyski są na poziomach dużo wyższych niż rok temu. Zysk netto ośmiu największych banków (z pominięciem PKO BP) wzrósł o 34 proc. Jest to tym większe osiągnięcie, że I kwartał ubiegłego roku też był uważany za bardzo dobry pod względem wyników. Pesymiści zastanawiali się wówczas, czy nie był to wręcz najlepszy kwartał w roku. Później się okazało, że kolejne okresy były jeszcze lepsze. Z drugiej strony zysk netto banków był w I kwartale tego roku niższy o 4 proc. niż w IV kwartale 2005 r. Ze względu na sezonowość nie jest to zjawisko bardzo zaskakujące. To widać chociażby po kredytach hipotecznych, które cały czas rosną, ale w wielu bankach ich sprzedaż w I kwartale była niższa niż pod koniec ubiegłego roku.

Jaki czynnik w największym stopniu sprawia, że tempo wzrostu zysków banków jest tak duże?

Mówiąc w największym skrócie, przyczyną jest umiarkowana zwyżka przychodów przy jednoczesnym trzymaniu kosztów pod kontrolą. Nie licząc PKO BP, roczny wzrost przychodów ogółem wyniósł 13 proc., natomiast koszty powiększyły się o 3 proc. To pokazuje dźwignię operacyjną, która zadecydowała o tak dużym skoku zysków. Sam wzrost przychodów ogółem był głównie efektem większych wpływów z prowizji. To właśnie one rosły najszybciej w niemal wszystkich bankach. Spory udział miała w tym sprzedaż jednostek uczestnictwa w funduszach inwestycyjnych. Mocnym akcentem rozpoczął rok BZ WBK, jego wynik w olbrzymim stopniu był efektem sukcesu sprzedaży jednostek funduszy inwestycyjnych Arka.

Czy można oszacować, jaki wpływ na wyniki banków miała popularność funduszy inwestycyjnych?

Reklama
Reklama

Wpływ był bardzo zróżnicowany w poszczególnych bankach. Największymi osiągnięciami mogli się pochwalić liderzy rynku, tacy jak BZ WBK, Pekao czy ING BSK, który mimo że nie ma własnego TFI, to z powodzeniem sprzedaje fundusze siostrzanej spółki z grupy ING. Są też banki, które dopiero tego się uczą. Inne - jak Bank Handlowy czy BRE (za pośrednictwem mBanku) - prowadzą politykę otwartej platformy, oferując klientom całą gamę funduszy. Na razie w wynikach tych banków nie widać spektakularnego wzrostu dzięki sprzedaży funduszy. Z drugiej strony, w dłuższej perspektywie takie podejście może się okazać bardziej udane. To możemy zobaczyć już w II kwartale, jeżeli pogłębi się obecna korekta na rynku akcji. W takiej sytuacji wizerunek banków prowadzących politykę otwartej platformy ucierpi mniej niż banków identyfikowanych z jednym funduszem, który dawał nadzieje na ponadprzeciętny wzrost.

Wróćmy do całego sektora bankowego. Czy zdoła on utrzymać taką dynamikę zysków, jak do tej pory?

To będzie o tyle trudne, że punkt odniesienia znajduje się na coraz wyższym poziomie. W zeszłym roku każdy kolejny kwartał był coraz lepszy. Myślę, że takiej dynamiki nie uda się bankom utrzymać, ale mam nadzieję, że powtórzy się sytuacja z ubiegłego roku. Wówczas po I kwartale zarządy i analitycy też byli bardzo wstrzemięźliwi w podnoszeniu prognoz. Teraz jest podobnie. Oczekiwania oscylują wokół 10 proc. Dynamika zysków będzie zależeć od kilku czynników, od sytuacji w poszczególnych segmentach działalności. Jeżeli nie dojdzie do ogólnego załamania w gospodarce, to byłbym spokojny o część detaliczną. Są też szanse na ożywienie w części korporacyjnej. Dotąd wzrost przychodów banków wynikał przede wszystkim z dużej dynamiki części detalicznej. Jeżeli polepszy się sytuacja w segmencie korporacyjnym, to wyniki mogą się okazać lepsze niż teraz sądzimy. Z kolei patrząc na poszczególne elementy wyników, to widać, że najważniejsze są cztery sprawy. Pierwsza to kwestia marż odsetkowych, które wbrew obawom nie spadają. W I kwartale były prawie na poziomie z IV kwartału (mediana 3,1 proc. wobec 3,2 proc.). Druga kwestia to wspomniany wynik prowizyjny, o którym zadecyduje nie tylko koniunktura na rynku funduszy inwestycyjnych, ale także podnoszenie cen usług, co banki mogą wciąż stosować na niewielką skalę. Możliwe też, że nawet jeśli fundusze będą się gorzej sprzedawać, to tę lukę wypełnią inne oszczędnościowe produkty. Dobra koniunktura w gospodarce powinna spowodować wzrost oszczędności, a poszukiwanie korzystnego sposobu ich lokowania doprowadzi do powstania nowych produktów. Kolejna ze wspomnianych czterech kwestii to koszty, które na szczęście wzrosły minimalnie, a istniało ryzyko, że będzie inaczej, bo od początku tego roku słyszymy zapowiedzi banków, że będą rozbudowywać sieci oddziałów. Po paru latach, kiedy właściwie nie było o tym mowy, teraz znowu rozbudowa oddziałów staje się nośnym hasłem. Ostatnia sprawa to koszty ryzyka kredytowego. Intrygująca jest wyraźna różnica między wysokimi kosztami ryzyka w dwóch dużych bankach: Pekao i BPH, gdzie stosunek rocznego salda utworzonych i rozwiązanych rezerw do średniego poziomu kredytów oscyluje wokół 0,8 proc., a znacznie niższymi kosztami ryzyka w pozostałych bankach. Można się spodziewać, że także w tych bankach koszty ryzyka powrócą do poziomu, jaki cechuje BPH i Pekao. Podczas gdy trzy, cztery lata temu prognozowano większe saldo rezerw niż się później okazało, tak teraz może również dojść do niespodzianki, ale tym razem niemiłej. Może się okazać, że w drugim półroczu salda rezerw będą wyższe niż teraz zakładamy. To może się na tegoroczny wynik jeszcze nie przełożyć w większym stopniu, ale może wpłynąć na prognozy na kolejne lata.

Na ile szacuje Pan wzrost zysków banków w tym roku?

Zysk netto w 2006 r. powinien zwiększyć się o 11 proc.. Pomijam tu zeszłoroczne jednorazowe wydarzenia, które wpłynęły na zyski Kredyt Banku i Millennium.

Czy wyniki finansowe uzasadniają obecny poziom notowań banków?

Reklama
Reklama

W czasie ostatniego szczytu notowań banki były ok. 30 proc. za drogie w stosunku do wyników. Tego rodzaju przewartościowanie nie było jednak skrajnym oderwaniem od fundamentów w sytuacji, gdy otoczenie jest bardzo sprzyjające

bankom, a prognozy są podnoszone. Teraz wracamy do poziomów, przy których będzie się można zastanawiać nad kupnem akcji niektórych banków. W czasie ostatniego szczytu nie mieliśmy w zasadzie tanich banków, a wyceny były bardzo zbliżone. Stopniowo niektóre z nich stają się teraz tanie.

W takim razie, które banki stały się tanie?

Myślę, że teraz jest za wcześnie, by o tym mówić. Trwa korekta, a ceny zmieniają się w szybkim tempie. Akcjom banków warto będzie się przyjrzeć dopiero w momencie stabilizacji na giełdzie. Mogą się one okazać dobrą inwestycją z kilku powodów. Poza wspomnianym korzystnym otoczeniem i poprawą wyników finansowych, atutem banków może okazać się duże uzależnienie od koniunktury gospodarczej w naszym kraju. W czasie obecnej korekty widać niekorzystny wpływ na naszą giełdę wydarzeń na rynkach wschodzących. Dlatego bezpieczniej będzie inwestować w spółki, które są mniej wrażliwe na wydarzenia na świecie, a bardziej korzystają na dobrej koniunkturze gospodarczej na naszym rynku.

Czyli można oczekiwać, że w nadchodzących miesiącach notowania banków będą się zachowywać lepiej niż cały rynek?

Tak, ale dopiero od dna obecnej korekty. Do momentu odbicia trudno prognozować zachowanie notowań, gdyż wpływają na nie doraźne czynniki. Akcje jednych banków spadają, gdyż są płynne, innych spadają, gdyż są mało płynne. Z kupnem lepiej poczekać do momentu, aż sytuacja się ustabilizuje.

Reklama
Reklama

Polskie banki, zwłaszcza te z WIG20 są wyceniane wyżej niż większość dużych banków w innych krajach naszego regionu, biorąc pod uwagę wskaźniki C/Z (cena do zysku przypadającego na jedną akcję). Te różnice utrzymują się od dłuższego czasu. O czym one świadczą?

Historycznie te różnice były uzasadnione tym, że wyniki polskich banków były słabe ze względu na wysokie rezerwy na kredyty, a więc można było liczyć na poprawę w kolejnych latach. Stąd premia w wycenach na tle banków zagranicznych była uzasadniona oczekiwaniami wyższych zysków. Teraz sytuacja nie jest już tak prosta, a poprawa wyników może

odbywać się głównie poprzez wzrost wolumenów kredytów i przy utrzymaniu marż odsetkowych. W tej sytuacji wyższe wyceny naszych banków wynikają raczej z przekonania inwestorów, że otoczenie jest w naszym kraju lepsze dla banków niż u sąsiadów. Niższa popularność usług bankowych w Polsce to perspektywa szybszego wzrostu. Przykładowo węgierski OTP jest zmuszony rozwijać się za granicą, gdyż na swym rodzimym rynku ma trudne zadanie lidera broniącego swojej pozycji.

Dziękuję za rozmowę.

Prowizje i opłaty

Reklama
Reklama

- siła napędowa zysków

Zyski banków rosną w szybkim tempie m.in. dzięki coraz

większym przychodom z prowizji i opłat. Duży udział w tym ma wzrost popularności funduszy inwestycyjnych należących do banków.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama