Sprawne prowadzenie negocjacji z Norwegami, którzy są bardzo solidnym partnerem handlowym, pozwoli na szybkie rozpoczęcie tej inwestycji - uważa Przemysław Wipler, kierujący zespołem ds. dywersyfikacji dostaw nośników energii w Ministerstwie Gospodarki. - Istnieje poważna szansa, że to my zakończymy budowę pierwsi i problemy techniczne wynikające z krzyżowania się gazociągów będą problemami strony rosyjskiej - mówi.
Co nam da współpraca
z Norwegami?
Projekt, do którego chce przystąpić strona polska, polega na przyłączeniu się do konsorcjum osiemnastu norweskich i szwedzkich firm, które wspólnie z norweskim Gassco chcą budować nitkę prowadzącą z Karsto do połowy zachodniego wybrzeża Szwecji. Stamtąd Polacy mogliby pociągnąć gazociąg w okolice Szczecina lub Gdańska. Jeśli nitka norweska zostanie zbudowana pierwsza, to konsorcjum budujące gazociąg rosyjsko-niemiecki będzie musiało robić podkop lub nasyp w miejscu, gdzie rury mają się skrzyżować. Resort gospodarki widzi w skandynawskim projekcie szansę na dywersyfikację źródeł gazu ziemnego dla Polski. Mogłoby to uniezależnić nas od dostaw Gazpromu.
- Celem strategicznym Niemiec jest to, żeby ich bezpieczeństwo energetyczne nie było uzależnione od dobrych stosunków Rosji z państwami tranzytowymi - mówi Przemysław Wipler. - Natomiast Rosjanie i Gazprom chcą zdobyć pozycję monopolisty. Nasza strategia to niedopuszczenie do sytuacji, w której będziemy skazani tylko na jednego dostawcę gazu. Nie chcemy gazowego monopolu ani w Polsce, ani w Europie - stwierdza.