Od pewnego czasu analitycy na całym świecie znacznie zwiększyli częstotliwość, z jaką mówią "inwestowanie w akcje w długim terminie zawsze się opłaca". To sformułowanie stało się mantrą wypowiadaną zazwyczaj wtedy, gdy na giełdach indeksy przez dłuższy czas spadają. Rzeczywiście, teoretycznie nic nie można takiemu rozumowaniu zarzucić. Dow Jones pierwszy raz opublikował swój indeks DJIA (Dow Jones Industrial Average) 26 maja 1896 roku - miał wtedy wartość 40,94 punktu. Po stu dziesiźciu latach jest bliski jedenstu tysiącom punktów.
Analitycy mają racjź, ale tylko wtedy, jeśli dokładnie nie zdefiniuje siź pojźcia "długi termin". Problem jest bowiem w tym, że ludzie nie są tak długowieczni jak żółwie z Galapagos. Zazwyczaj mamy sensowne pieniądze, które możemy już zainwestować gdzieś przed trzydziestką, a chcielibyśmy skorzystać w aktywny sposób z zainwestowanego kapitału przed emeryturą lub zapewnić sobie godziwą starość. Chcielibyśmy wiźc, żeby zainwestowany kapitał przyniósł nam zyski w ciągu 20 - 30 lat.
I znowu głosiciele mantry mają rację! Indeks DJIA jest obecnie na ok. 12 razy wyższym poziomie niż 30 lat temu. No tak, ale co mają powiedzieć ludzie, którzy kupili akcje na NASDAQ na początku 2000 r.? Wtedy indeks ten przekroczył 5000 pkt, a po 6 latach pokonuje 2000 pkt i można spokojnie założyć, że przez wiele lat nie dojdzie do historycznego szczytu. To powinno dawać do myślenia, ale nie daje, bo mówi się: "to był wypadek przy pracy".
Problem w tym, że wypadkiem przy pracy nie był historyczny szczyt na NASDAQ. Była nim poprzedzająca go hossa, która rozpoczęła się na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Czternastokrotny wzrost indeksu DJIA w tym okresie trudno uznać za normalne zachowanie rynku. Gdybyśmy zapomnieli o tej hossie i skupili się na pozostałych 90 latach rynku akcji w USA, to stwierdzilibyśmy, że można wybrać dowolną liczbę okresów 20-, 30-letnich, w któ-
rych inwestowanie przynosiło (po uwzględnieniu inflacji) straty.