Reklama

Hossa nie jest wieczna

Czy inwestorzy wytrzymają bujanie nastrojami?

Publikacja: 27.06.2006 09:12

Od pewnego czasu analitycy na całym świecie znacznie zwiększyli częstotliwość, z jaką mówią "inwestowanie w akcje w długim terminie zawsze się opłaca". To sformułowanie stało się mantrą wypowiadaną zazwyczaj wtedy, gdy na giełdach indeksy przez dłuższy czas spadają. Rzeczywiście, teoretycznie nic nie można takiemu rozumowaniu zarzucić. Dow Jones pierwszy raz opublikował swój indeks DJIA (Dow Jones Industrial Average) 26 maja 1896 roku - miał wtedy wartość 40,94 punktu. Po stu dziesiźciu latach jest bliski jedenstu tysiącom punktów.

Analitycy mają racjź, ale tylko wtedy, jeśli dokładnie nie zdefiniuje siź pojźcia "długi termin". Problem jest bowiem w tym, że ludzie nie są tak długowieczni jak żółwie z Galapagos. Zazwyczaj mamy sensowne pieniądze, które możemy już zainwestować gdzieś przed trzydziestką, a chcielibyśmy skorzystać w aktywny sposób z zainwestowanego kapitału przed emeryturą lub zapewnić sobie godziwą starość. Chcielibyśmy wiźc, żeby zainwestowany kapitał przyniósł nam zyski w ciągu 20 - 30 lat.

I znowu głosiciele mantry mają rację! Indeks DJIA jest obecnie na ok. 12 razy wyższym poziomie niż 30 lat temu. No tak, ale co mają powiedzieć ludzie, którzy kupili akcje na NASDAQ na początku 2000 r.? Wtedy indeks ten przekroczył 5000 pkt, a po 6 latach pokonuje 2000 pkt i można spokojnie założyć, że przez wiele lat nie dojdzie do historycznego szczytu. To powinno dawać do myślenia, ale nie daje, bo mówi się: "to był wypadek przy pracy".

Problem w tym, że wypadkiem przy pracy nie był historyczny szczyt na NASDAQ. Była nim poprzedzająca go hossa, która rozpoczęła się na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Czternastokrotny wzrost indeksu DJIA w tym okresie trudno uznać za normalne zachowanie rynku. Gdybyśmy zapomnieli o tej hossie i skupili się na pozostałych 90 latach rynku akcji w USA, to stwierdzilibyśmy, że można wybrać dowolną liczbę okresów 20-, 30-letnich, w któ-

rych inwestowanie przynosiło (po uwzględnieniu inflacji) straty.

Reklama
Reklama

Nie warto wierzyć ludziom z otoczenia rynku, którzy mówią, że teraz, dziźki globalizacji i deregulacji, "wszystko będzie inaczej". To stare zawołanie tych ekonomistów, którzy chcą wierzyć, że hossa może trwać wiecznie.

Ja w to hasło nie wierzę między innymi dlatego, że zmienia się stosunek społeczeństw do globalizacji i deregulacji. Obywatele rozwiniętych krajów z północnej półkuli coraz bardziej niechętnie patrzą na odbieranie im pracy i obniżanie płacy przez kraje azjatyckie. A w kolejce czeka jeszcze Afryka. Już teraz widać zarówno w Eurolandzie, jak i w USA narastające napięcia społeczne i rodzącą się niechęć do korpokracji, która zastępuje demokrację, co w końcu przełożyć się może na dążenie do protekcjonizmu i ograniczenia wolnego przepływu kapitałów. Czy jeśli tak siź stanie, to wtedy też powiemy, że indeksy muszą rosnąć?

Załóżmy, że optymiści mają rację, a nawet, że mają ją w okresie 20 - 30 najbliższych lat. Indeksy będą po tym okresie o kilkaset procent wyżej niż teraz. Pojawia się jednak kolejny problem. Nie tylko nie żyjemy tak długo jak żółwie z Galapagos, ale nie jesteśmy również nieczułymi na emocje komputerami. W ciągu tych 20-30 lat z pewnością spotkamy siź z kilkoma epizodami bessy, kiedy to indeksy przez rok czy dwa będą spadały na przykład o 20-30 procent. Przy obecnej mobilności kapitałów i zmienności rynku takie korekty nie będą rzadkim wydarzeniem.

Komputer zlekceważyłby takie spadki, bo jego program byłby sztywny: nie sprzedawaj przez 30 lat. Załóżmy jednak, że inwestor trafia na taką korektę i traci 25 procent kapitału. Zaciska zęby i trzyma akcje, a nawet dokupuje. Okazuje siź, że miał rację i indeksy rosną, zbliżając się do poziomu, na którym odzyskuje on swoje pieniądze, po czym? znowu zaczynają spadać. Pytanie: czy inwestorzy wytrzymają takie bujanie nastrojami? Twierdzenie "inwestowanie w akcje w długim terminie zawsze się opłaca" jest niezwykle mylące. Prawdziwa jest niewątpliwie opinia, że opłaca się lokować kapitał w fundusze, które ograniczają ryzyko, inwestując w różne instrumenty finansowe, nie tylko w akcje. W fundusze, które mają zarządzanie ryzykiem na najwyższym poziomie. Warto też oczywiście inwestować w fundusze akcji. Wtedy, kiedy trwa hossa, można naprawdę dużo zarobić.

Trzeba jednak zdawać sobie sprawę z tego, co się robi, i co pewien czas kontrolować sytuację. Warto też szukać porady, ale tam, gdzie nie poczęstują nas sloganem o nieuniknionym wzroście cen akcji.

Ggłówny analityk, Xelion. Doradcy Finansowi

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama