W przyszłym tygodniu sejmowa Komisja Finansów Publicznych zajmie się ustawą o zintegrowanym nadzorze nad rynkiem finansowym. Jednym z ekspertów, do których posłowie zwrócili się o przygotowanie opinii, jest Beata Kozłowska-Chyła, adiunkt z Uniwersytetu Warszawskiego. Była ona doradcą... Cezarego Mecha, autora ustawy o supernadzorze, gdy pełnił on funkcję wiceministra finansów. Wczoraj nie udało nam się z nią skontaktować.
Drugą opinię przygotował profesor Aleksander Chłopecki, również z UW, w przeszłości m.in. wiceprzewodniczący Komisji Papierów Wartościowych i Giełd. - Moja ocena projektu ustawy jest krytyczna, chociaż nie uważam, aby zintegrowany nadzór sam w sobie był czymś złym - mówi A. Chłopecki. Jego zdaniem, wejście w życie ustawy w formie proponowanej przez rząd byłoby szkodliwe dla polskiego rynku finansowego.
- Ustawa powołuje nowy urząd, Komisję Nadzoru Finansowego, i nic ponadto. Integracja nadzoru nad rynkiem kapitałowym, bankowym oraz ubezpieczeniowym i emerytalnym powinna oznaczać uproszczenie procedur, ujednolicenie metodologii wydawania zezwoleń czy ograniczenie liczby kontroli. A tu nic takiego nie ma - mówi ekspert.
Jego zdaniem, fatalny jest też harmonogram integracji, zakładający najpierw połączenie KPWiG i KNUiFE, do których w przyszłym roku miałaby dołączyć Komisja Nadzoru Bankowego. - Logika nakazywałaby najpierw połączenie nadzoru bankowego i nad rynkiem kapitałowym, bo one są ze sobą ściśle związane - komentuje A. Chłopecki. - Poza tym, nie bardzo wyobrażam sobie, jak można połączyć urzędy nadzoru z dnia na dzień. Przecież na samą integrację systemów komputerowych trzeba wielu miesięcy - dodaje.