Reklama

Czy Australijczycy kupią Unimil na raty?

Ansell prawdopodobnie nie stanie się szybko jedynym właścicielem polskiego producenta prezerwatyw. Musi najpierw zniechęcić do niego najbardziej aktywnego akcjonariusza

Publikacja: 10.07.2006 10:00

Fundusze emerytalne, które mają ponad 20 proc. akcji Unimilu, analizują opłacalność wezwania. Maciej Zientara, posiadający blisko 9 proc. kapitału firmy, zastanawia się nad tym, jak nie stracić wpływu na spółkę. Czy Ansellowi, który ogłosił wezwanie na 100 proc. akcji, uda się przejąć Unimil?

Chcą szybko,

ale łatwo nie będzie

Dotychczasowi akcjonariusze Unimilu mogą odpowiedzieć na wezwanie Ansella od 13 lipca do 11 sierpnia. Firmie z antypodów zależy jednak na czasie, bo pierwszy możliwy termin zakończenia wezwania to już 14 lipca. Czy obejmie tak szybko wszystkie walory? - Przypuszczam, że Ansell w całym wezwaniu skupi mniej niż 90 proc. akcji Unimilu - mówi Michał Majerski, analityk Erste Securities. - Nie wierzę, że będzie to nawet 80 proc. - twierdzi M. Zientara. Decyzję o ewentualnym kontrwezwaniu podejmie w ciągu tygodnia. Dlaczego nie zamierza sprzedawać akcji? - Nadal chcę być wiodącym akcjonariuszem. Poza tym Ansell proponuje zbyt małą kwotę - wyjaśnia inwestor. Przypomina, że Erste Securities wyceniło papiery Unimilu na 66 zł.

Ansell proponuje 50 zł za akcję. Dołoży 3 zł za walor, jeśli skupi ponad 90 proc. Osiągniecie tego progu jest jednak mało realne. 4,85 proc. papierów posiada sam Unimil. Są to akcje przeznaczone na program opcji menedżerskich. Czy je sprzeda? - Prawnicy badają taką możliwość - mówi Grzegorz Winogradski, prezes spółki. I dodaje: - 5 mln zł przydałoby się spółce. Jednak jest wysoce prawdopodobne, że nie będzie można zmienić przeznaczenia walorów. W tym przypadku poza zasięgiem Ansella znajdzie się blisko 15 proc. kapitału (walory w posiadaniu M. Zientary i Unimilu).

Reklama
Reklama

Australijczycy zobowiązują się do nabycia papierów, jeśli na wezwanie odpowiedzą inwestorzy posiadający łącznie co najmniej 80 proc. akcji. Jeśli będzie ich mniej, Ansell może od nich odkupić papiery, ale nie musi. To nie podoba się M. Zientarze. - Przypuszczam, że fundusze, które mają ok. 30 proc. kapitału, rozważą sprzedaż. Podobnie zrobi część drobnych akcjonariuszy. To może znacznie osłabić moją pozycję - obawia się M. Zientara. Jako jedyny mówi "nie" Australijczykom. Jego stanowisko może uniemożliwić Ansellowi "wyciśnięcie" akcjonariuszy mniejszościowych (do przymusowego wykupu upoważnia pakiet co najmniej 90 proc. kapitału). M. Zientara twierdzi jednak, że zmieni zdanie i w przyszłości sprzeda akcje, jeśli Ansell zdobędzie realny wpływ na polską spółkę i tym samym zniweczy jego plany (chciał włączyć się aktywnie w zarządzanie i sprzedać akcje Unimilu ze znacznym zyskiem po ok. dwóch latach). Według analityków możliwa jest też sytuacja, że Australijczycy kupią podczas wezwania nawet mniej niż 50 proc. walorów, ale potem będą zwiększać udział, nabywając papiery na giełdzie, a także ogłaszając kolejne wezwania.

Polskiej fabryki

nie przeniosą?

W ostatnich latach Ansell - także poprzez przejęcia - zwiększył moce wytwórcze w Azji. W 1998 r. całą produkcję z amerykańskiej fabryki w Dothan w Alabamie przeniósł do Tajlandii. Potem nadszedł czas na kolejne posunięcia: przed czterema laty Harry Boon, ówczesny prezes Ansella, tak opisał kluczowe działania firmy: - Przenieśliśmy produkcję z USA do Meksyku i Azji oraz zrezygnowaliśmy z wytwarzania produktów o niskiej marży. Kupujemy je teraz od tanich dostawców.

Ansell zapewnia jednak, że nie ma podobnych zamiarów wobec zakładów produkcyjnych Unimilu. - Jeśli wezwanie się powiedzie, to na razie nie pozostanie nam nic innego, niż kontynuowanie produkcji w oparciu o lokalne fabryki - mówi David Graham, dyrektor generalny Ansella Limited. Nie chce jednak zadeklarować, że Ansell nie zmieni zdania w przyszłości.

Globalny gracz z kraju kangurów

Reklama
Reklama

Ansell Limited jest notowany na giełdzie australijskiej, londyńskiej, nowozelandzkiej i nowojorskiej (NASDAQ). Przychody spółki w zeszłym roku przekroczyły 824 mln USD. Były zatem ponad 95 razy większe niż sprzedaż Unimilu. Ansell to największy na świecie producent rękawiczek chirurgicznych i drugi co do wielkości wytwórca prezerwatyw - ma 12 proc. światowego rynku. Wyprzedza go tylko angielski SSL International, właściciel marki Durex, z którego fabryk wychodzi co piąta prezerwatywa na świecie. Amerykański koncern Church & Dwight, który kontroluje 7 proc. globalnego rynku, jest numerem trzy.

W marcu Australijczycy za 18 mln USD kupili 75 proc. akcji chińskiej spółki Jissbon, która ma 10 proc. krajowego rynku prezerwatyw.

Akcjonariat

Z rąk do rąk

W 1999 r. Universal zapowiedział, że nie zamierza tracić kontroli nad Unimilem (miał wtedy 60 proc. głosów na WZA). Jednak już w czerwcu 2000 r. Condomi stało się akcjonariuszem większościowym, a w 2004 r. miało już ponad 93 proc. głosów. W zeszłym roku Unimil wykupił wierzytelności bankrutującego Condomi i przejął grupę. W ubiegłym miesiącu walory Unimilu zaczął skupował Maciej Zientara, a 4 lipca Ansell ogłosił wezwanie na zakup wszystkich papierów firmy.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama