Fundusze emerytalne, które mają ponad 20 proc. akcji Unimilu, analizują opłacalność wezwania. Maciej Zientara, posiadający blisko 9 proc. kapitału firmy, zastanawia się nad tym, jak nie stracić wpływu na spółkę. Czy Ansellowi, który ogłosił wezwanie na 100 proc. akcji, uda się przejąć Unimil?
Chcą szybko,
ale łatwo nie będzie
Dotychczasowi akcjonariusze Unimilu mogą odpowiedzieć na wezwanie Ansella od 13 lipca do 11 sierpnia. Firmie z antypodów zależy jednak na czasie, bo pierwszy możliwy termin zakończenia wezwania to już 14 lipca. Czy obejmie tak szybko wszystkie walory? - Przypuszczam, że Ansell w całym wezwaniu skupi mniej niż 90 proc. akcji Unimilu - mówi Michał Majerski, analityk Erste Securities. - Nie wierzę, że będzie to nawet 80 proc. - twierdzi M. Zientara. Decyzję o ewentualnym kontrwezwaniu podejmie w ciągu tygodnia. Dlaczego nie zamierza sprzedawać akcji? - Nadal chcę być wiodącym akcjonariuszem. Poza tym Ansell proponuje zbyt małą kwotę - wyjaśnia inwestor. Przypomina, że Erste Securities wyceniło papiery Unimilu na 66 zł.
Ansell proponuje 50 zł za akcję. Dołoży 3 zł za walor, jeśli skupi ponad 90 proc. Osiągniecie tego progu jest jednak mało realne. 4,85 proc. papierów posiada sam Unimil. Są to akcje przeznaczone na program opcji menedżerskich. Czy je sprzeda? - Prawnicy badają taką możliwość - mówi Grzegorz Winogradski, prezes spółki. I dodaje: - 5 mln zł przydałoby się spółce. Jednak jest wysoce prawdopodobne, że nie będzie można zmienić przeznaczenia walorów. W tym przypadku poza zasięgiem Ansella znajdzie się blisko 15 proc. kapitału (walory w posiadaniu M. Zientary i Unimilu).