Na razie trudno wyrokować, czy w Optimusie popełniono przestępstwo. Z całą jednak pewnością postępowanie władz spółki może budzić wątpliwości. Dlaczego spółka poinformowała tak późno o transakcji z Zatrą? Rzeczywiście, ustawa o ofercie publicznej zezwala w szczególnych wypadkach na takie opóźnienia, jednak co było tak ważnym powodem, by ukrywać informacje o niezbyt wielkiej w końcu transakcji? Kapitalizacja spółki przed tajemniczą emisją wynosiła 73 mln zł, a za pakiet akcji Zatry zapłacono 3,9 mln zł. Dziwnym trafem jest to suma bardzo podobna do tej, jaką zapłacił nowy inwestor - Michał Dębski - za udziały w Optimusie. I dlaczego akcje, które obejmował, były tak tanie?
Pytania się mnożą. Dlaczego o podwyższeniu kapitału nie wiedzieli ani drobni, ani najwięksi udziałowcy? Dlaczego nowego znaczącego inwestora wprowadzono do spółki "tylnymi drzwiami"? Czemu zmiany w zarządzie i radzie nadzorczej przeprowadzono w tak ekspresowym tempie? Dlaczego nie uchwalono planowanej emisji publicznej z prawem poboru, na którą czekali akcjonariusze? Na poniedziałkowym NWZA po prostu zdjęto ten punkt z obrad.
Te wątpliwości nawet nie dotykają zarzutów większego kalibru, formułowanych przez Zbigniewa Jakubasa. Ale nawet one wystarczą, by dojść do wniosku, że polityki informacyjnej Optimusa nie można nazwać przejrzystą. Stanisław Lem pisał co prawda o polskim świecie polityki, że "łowienie ryb w mętnej wodzie cieszy się dużym powodzeniem", ale i do biznesu to stwierdzenie pasuje czasem jak ulał.