Wczoraj późnym wieczorem w Sejmie odbyły się pierwsze czytania rządowych projektów zmian w podatkach. Omawiano wprowadzenie podatku rejestracyjnego od aut na miejsce akcyzy od wartości. Dyskutowano także nad projektem ustawy o zwrocie części wydatków ponoszonych na ogrzewanie mieszkań olejem opałowym. Obie propozycje budzą wiele kontrowersji, nawet wśród posłów koalicji.
Za duże podwyżki
Rząd chce, aby nowy podatek od samochodów był zależny od pojemności skokowej silnika i normy emisji spalin. W efekcie wrośnie obciążenie nakładane na starsze auta sprowadzone z zagranicy. Koalicjantom PiS niełatwo zaakceptować projekt. - Rozważamy wszelkie za i przeciw. Zastanawiamy się, czy przy obecnej zamożności społeczeństwa ograniczenie importu używanych aut jest słuszne - mówi Bogusław Sobczak, poseł LPR. - Nasze stanowisko wypracujemy po dyskusji sejmowej - dodaje.
Jeszcze bardziej kontrowersyjny jest drugi projekt, zwiększający de facto czterokrotnie stawki akcyzy na olej opałowy. Rząd chce jednocześnie wprowadzić rekompensaty dla osób, które przedstawią odpowiednie faktury. Zdaniem Ministerstwa Finansów, zrównanie taksy na olej opałowy i napędowy ograniczy mafię paliwową. Zmiana godzi jednak w firmy ogrzewające budynki olejem. Nie będą miały one prawa do zwrotów. Również samorządowcy obawiają się nowych przepisów. Powód? Rekompensaty mają rozliczać gminy, a to nakłada kolejne obowiązki na urzędników. Przeciwko projektowi protestują też... kierowcy. W tej samej ustawie rząd chce bowiem zwiększyć stawki akcyzy na autogaz.
Planowane zmiany mają przynieść budżetowi dodatkowe 2,5 mld zł. Trudno jednak będzie je przeforsować bez korekt. - Jesteśmy za skierowaniem projektu do dalszych prac w komisjach. Ale będziemy walczyć o zmniejszenie skali podwyżek - zapowiada Józef Cepil (Samoobrona).