Majątek Elektrimu może być wart 2,2 miliarda zł albo nawet i ponad 9 miliardów zł. Ile wynoszą zobowiązania spółki i czy uda się je spłacić - biegli ciągle nie oszacowali.
Mam jednak wrażenie, że nawet gdy rzeczoznawcy przedstawią warianty poziomu zadłużenia konglomeratu - sąd upadłościowy nie będzie miał łatwiejszego zadania niż kilka miesięcy temu. Prawna sytuacja poszczególnych składników majątku firmy nie zmieniła się od ostatniego posiedzenia sądu upadłościowego. Nadal jest niepewna i zależy od rozstrzygnięć wielu innych sądów. Sędziowie zamówili opinię biegłych po wysłuchaniu argumentów prawników Elektrimu. Ci w grudniu 2005 r. zapewniali, że majątek firmy jest przynajmniej pięciokrotnie większy niż jej zobowiązania. Maksymalna wycena przygotowana przez rzeczoznawców, na którą sąd czekał ładnych kilka miesięcy, również na to wskazuje. Czy to wystarczy, aby uchronić "Elka" przed upadłością?
Na zdrowy rozum - tylko wówczas, gdy teoretycznie wart miliardy majątek da się upłynnić, przeprowadzić transakcję bezpieczną zarówno dla sprzedającego, jak i kupującego. Udziały w Erze są trochę jak stojący w centrum Warszawy Pałac Kultury i Nauki. Podobno ktoś go kiedyś sprzedał, ale i tak jest nie do ruszenia. Z tego punktu widzenia pełnomocnik powiernika obligacji, który zimą ubiegłego roku protestował przeciwko powoływaniu biegłego i wycenie majątku Elektrimu - miał prawo do zdenerwowania.
Minęło kilka miesięcy, a pieniędzy w kasie "Elka" chyba nie przybyło. Szefowie firmy tylko powtarzają, że pojawią się, gdy uda się spieniężyć Erę.