Najpierw jak królik z kapelusza wyskoczył nowy, od razu największy, akcjonariusz Optimusa. Publiczność zaniemówiła z wrażenia, oszołomiona i skonsternowana. Za nim zjawiła się nowa rada nadzorcza, a wkrótce potem - nowy prezes. Rychło padły jednak zarzuty, że kapelusz ma podwójne dno, a czarodziejska sztuczka to zwykłe kuglarstwo.
Pod zarzutami podpisali się stara rada nadzorcza i zdetronizowany akcjonariusz. A stary prezes? Trudno się oprzeć wrażeniu, że najpierw postanowił zagrać w nowej trupie, po czym wrócił na łono starej. Ta niestałość nie wróży dobrze jego karierze. Okoliczności wskazywały jednak, że ostatecznie podjął dobrą decyzję, gdyż poziom gry nowego zespołu budził wątpliwości. I podejrzenie, że widowiskowe efekty to w gruncie rzeczy pokłosie tanich chwytów.
Teraz jak królik z kapelusza wyskakuje znów stara rada nadzorcza, a za nią stary prezes w pełnej krasie twórczych możliwości i nowy członek zarządu.
Powrotu rady i prezesa publiczność się spodziewała, skoro trwa próba usunięcia nowej ekipy ze sceny. Ale kolejny "króliczek" w zarządzie? Czyżby stary prezes stracił zaufanie scenicznych partnerów i potrzebny był mu dubler?
Ciekawe tylko, dlaczego od dłuższego czasu publiczność nie szaleje z zachwytu, nikt nie bije brawa, a po bilety na spektakl nie chcą ustawiać się kolejki. Kurs akcji spada. Czyżby widzowie uznali, że całe przedstawienie to nieczysta gra?