Wydobywane przez Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo ilości ropy są stosunkowo niewielkie - w ubiegłym roku przedsiębiorstwo sprzedało 616 tys. ton, a rok wcześniej 644 tys. ton surowca pozyskanego z krajowych źródeł. Dla porównania polskie rafinerie przerabiają w sumie ponad 20 mln ton ropy rocznie. Jednak przy wysokich cenach surowca na światowych rynkach nawet takie ilości ropy zapewniły PGNiG ponad 50 proc. zysku operacyjnego za ubiegły rok, który wyniósł 1,25 mld zł. W tym roku spółka może mieć trudności z powtórzeniem tego wyniku, szczególnie po tym, jak największy odbiorca krajowej ropy - rafineria Czechowice - zaprzestała jej przerobu. PGNiG szuka innego partnera, a niesprzedaną ropę magazynuje. To jednak powoduje spadek przychodów ze sprzedaży. - Segment wydobywczy jest kotwicą, która utrzymuje zyskowność PGNiG na pewnym poziomie. Pogorszenie zysków tej części spółki jest ostrzeżeniem co do wyników całej grupy - ocenia Andrzej Knigawka, analityk ING Securities. Od kwietnia do czerwca Grupa PGNiG zarobiła 105,40 mln zł, podczas gdy przed rokiem miała prawie 18 mln zł straty. Skonsolidowane przychody wyniosły 3 085,21 mln zł, wobec 2 394,08 mln zł rok wcześniej. Jednak osiągnięty w II kw. zysk netto jest niemal 4 razy mniejszy od uzyskanego w pierwszych trzech miesiącach roku, kiedy spółka sprzedawała jeszcze ropę Czechowicom. Jest także o 37 proc. niższy od oczekiwanego przez rynek. Niepewność co do całorocznych wyników PGNiG wzrasta w świetle zapowiedzi części analityków, że pod koniec roku ceny ropy mogą spaść. Wtedy PGNiG będzie zarabiał mniej na wydobyciu surowca. - Zakładaliśmy średnią cenę ropy w okolicach 60-65 USD za baryłkę i nie sądzę, żeby notowania surowca spadły do końca roku poniżej tego poziomu - uspokaja Cyryl Federowicz, dyrektor Biura Taryf PGNiG.