Dziesięć lat temu - w czerwcu 1996 roku akcjonariusze spółki Energoaparatura - uchwalili publiczną emisję akcji serii B. Akcje zostały dopuszczone do publicznego obrotu w październiku i wkrótce przeprowadzona została publiczna oferta - z dzisiejszej perspektywy niewielka. Oferowano 340 tys. akcji po 13 złotych, co oznaczało, że do kasy spółki miało wpłynąć 4,4 mln złotych.
Zaskoczeniem dla rynku kapitałowego było to, że sąd w Katowicach odmówił zarejestrowania podwyższenia kapitału. Tłumaczył to tym, że ogłoszenie o zwołaniu walnego zgromadzenia, które miało zadecydować o emisji akcji, nie zostało opublikowane w "Monitorze Sądowym i Gospodarczym". Przecież tego nikt nie publikuje - utrzymywali uczestnicy rynku. I się dziwili. Jak to? Akcje spółki zostały dopuszczone do publicznego obrotu przez KPWiG, spółka opublikowała skrót prospektu emisyjnego w dwóch ogólnopolskich gazetach, prospekt był dostępny w biurach maklerskich - po co jeszcze jakiś monitor?
Wtedy po raz pierwszy stwierdziłem u siebie dziwną chorobę, którą zwę "giełdocentryzmem". Okazało się, że byłem tak bardzo skoncentrowany na giełdzie i rynku kapitałowym, że nie zauważałem reszty gospodarki. Bo przecież, odmawiając rejestracji podwyższenia kapitału sąd w Katowicach zwrócił uwagę, że są w Polsce ludzie, którzy nie czytają "Parkietu", nie zaglądają do biur maklerskich i nie śledzą komunikatów systemu Emitent. A mimo to mogą być akcjonariuszem (lub - jak się teraz określa interesariuszem) jakiejś spółki. I muszą mieć zagwarantowany dostęp do informacji. Polskie prawo wskazuje "Monitor Sądowy i Gospodarczy" i należy to uszanować. Warto zauważyć, że od tego czasu wszystkie spółki publiczne, każde ogłoszenie o zgromadzeniu oraz o planowanych zmianach w strukturze kapitału publikują dodatkowo w MSiG, choć dla nich jest to dodatkowym wydatkiem. Na giełdzie notowanych było wówczas nieco ponad sto firm - i sądziłem, że to jest "pępek świata". Źe są to firmy najlepsze, najbardziej uczciwe i najlepiej zarządzane. Naprawdę tak było. Późniejsze doświadczenia - z obserwacji takich firm jak 4Media, Apexim, STGroup, Universal i wielu innych - z tej naiwnej wiary w "naj" i "giełdocentryzmu" mnie wyleczyły.
Przez 10 kolejnych lat tylko kilka spółek giełdowych miało kłopoty z zarejestrowaniem podwyższenia kapitału. Czasem trzeba było długo czekać, jak w przypadku Muzy. Ze względu na protest jednego akcjonariusza rejestracja trwała ponad rok. Czasem trzeba było zwoływać dodatkowe WZA, na którym coś doprecyzowano, tak jak w Redanie. Teraz zarejestrowania podwyższenia kapitału w spółce Sfinks Polska odmówił sąd w Łodzi. Trudno jest polemizować z decyzją sądu. Raczej należy się spodziewać, że kolejne oferty będą bardziej precyzyjnie przygotowywane. A każde z biur maklerskich przygotowujących emisję dokona u siebie odpowiednich zmian w procedurach. W tym przypadku będzie to zamieszczenie na jednym formularzu zarówno zapisu na akcję, jak i oświadczenia o zapoznaniu się ze statutem spółki.
A "giełdocentryzm"? Może decyzja sądu w Łodzi uświadomi kolejnym uczestnikom rynku, że giełda nie jest "pępkiem świata". A szkoda.