Mimo że w programie wczorajszego posiedzenia rady nadzorczej Orlenu znalazł się punkt dotyczący zmian w zarządzie, żadne decyzje personalne nie zapadły: nikt też nie wszedł do władz spółki, nikt nie stracił stanowiska. Członkowie zarządu mogą teraz odetchnąć. Spać spokojnie będą jednak tylko przez najbliższe cztery tygodnie. Kolejne posiedzenie rady koncernu zaplanowano bowiem na 10 października.
- Pojawienie się w programie wczorajszego posiedzenia rady punktu dotyczącego zmian w zarządzie może oznaczać dwie rzeczy - mówi anonimowo jeden z analityków branży paliwowej. - Po pierwsze: decydenci przygotowują rynek do mających niebawem nastąpić zmian, a po drugie: są już kandydaci do zarządu - wyjaśnia.
O tym, że zmieni siź zarząd Orlenu, mówi się od kilku miesięcy, dokładniej zaś od chwili powołania nowego rządu. Na razie jednak zasadnicze zmiany dotyczyły tylko rady nadzorczej. W zarządzie dokonano tylko drobnych roszad: w styczniu do zarządu wszedł Cezary Filipowicz, a pod koniec marca wiceprezesa Dariusza Witkowskiego zastąpił Krzysztof Szwedowski. Ówczesny przewodniczący rady nadzorczej Dariusz Dąbski deklarował wtedy, że ewentualne przyszłe zmiany następować będą ewolucyjnie. Tak się też dzieje. Najwyraźniej nie było dotychczas dogodnej sytuacji do przeprowadzenia zasadniczych ruchów. Płocki koncern długo walczył o zakup rafinerii Możejki. W maju podpisał w końcu przedwstępną umowę w tej sprawie, ale zaraz potem zaczął starania o niezbędne pozwolenia, aby zakup litewskiej spółki sfinalizować. Decydenci uznali, że zmiana kluczowych menedżerów w takim momencie mogłaby utrudnić starania o Możejki.
Od kilku tygodni mówi się jednak, że oto nowi ludzie już przygotowują się do przejęcia spółki. Prawdopodobnie stanie się to stopniowo: najpierw zostaną dokooptowani do obecnego zarządu (obsadzić można jeszcze dwa stanowiska), a dopiero potem odwołani "starzy" menedżerowie, z prezesem Igorem Chalupcem na czele.